Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Suseł Testuje: kubeczek menstruacyjny i Ginger Organic

Jeżeli zdarzyło Wam się zajrzeć na bloga przez ostatnie tygodnie to zapewne pomyśleliście:  Suseł znowu się leni i nic nie publikuje. 

Tylko połowa tego zdania jest prawdziwa bo owszem,  nic nie publikuje ale bardzo intensywnie pracuję. Nad jednym z moich celów i nad sobą.
Jestem jednostka ze skłonnością do znacznych spadków nastroju. Taki też spadek zaliczyłam ostatnio i nie bardzo miałam wtedy ochotę na rozmowy z kimkolwiek, ani na cokolwiek innego. Teraz jestem już z powrotem ustawioną pionowo i jest w porządku. W dużej mierze dzięki mojemu mężowi,  który jest lepszy niż każdy terapeuta i w dodatku mam go pod ręką. 

W każdym razie efektem mojej nieobecności jest post, który za chwilę przeczytacie poniżej oraz post łączony z nowościami majowymi i czerwcowymi, który pojawi się tu za tydzień  oraz kilka ciekawych szkiców. Plus kilometry przerobione wełny i zadowolone klientki. 
Wiecie,  biorąc się za rękodzieło nie sądziłam,  że będę robić coś dla kogoś innego niż dla siebie i dla najbliższych. Nie spodziewałam się też takiej radości i satysfakcji z zadowolonego klienta. Daje mi to niesamowitego kopa i chcę więcej.

Nie obiecuje już nic w kwestii regularności pojawiania się postów na blogu bo nie ma to sensu. I tak mi to nie wychodzi i nie mam już z tym problemu,  że nie pisze raz w tygodniu. I tak nigdy nie zostanę znanym blogerem czy blogerka,  żeby zachować tożsamość płciową. 

Nie przedłużając,  zapraszam Was na post,nad którym pracowałam dosyć długo.

Kaman!
Te dni zawsze były dla mnie trudne. Nie ze względu na ból,  który niestety zawsze ciągnął się u mnie kilka dni przed i kilka dni w trakcie. Bardziej przez to,  że zwyczajnie czułam się niekomfortowo. Musiałam nosić takie bluzki,  które zakrywały mi pośladki bo byłam i jestem przekonana o tym,  że podpaski odznaczają  się na spodniach. W ogóle podpaska to narzędzie tortur,  które mnie krępowało i na dodatek przeciekało w nocy,  nie pozwalając mi się wyspać. Z tamponami nigdy mi nie wychodziło. Próbowałam różnych firm i rozmiarów i zawsze kończyło się po maksymalnie pięciu minutach. Dyskomfort był niesamowity. Ból. Pieczenie. Swędzenie. Wszystkie plagi egipskie.

Bardzo długo nie wiedziałam dlaczego tak się działo. Zupełnym przypadkiem trafiłam na informacje o tym,  jak tak naprawdę wytwarzane są popularne podpaski i tampony.
Po primo z bawełny,  która szpikowana jest pestycydami aby przyspieszyć jej wzrost i nie jest zbierana ani przechowywana w higienicznych warunkach. Wręcz przeciwnie. 
Po drugie primo bawełna jest wybielana z użyciem silnych środków chemicznych,  których pozostałości zostają w bawełnie. Takich jak formaldehyd,  który używany jest między innymi do konserwacji zwłok lub chlor,  który zawiera dioksyny,  takie rakotwórcze badziewie. 
Po trzecie primo te kolorowe opakowania stwarzają tylko złudzenie higieny,  tak naprawdę podpaski czy tampony wytwarzane są masowo, przerzucane z miejsca na miejsce i nie są dezynfekowane przed zapakowaniem bo to obniża ich chłonności. Mogą zawierać zarodniki grzybów oraz mnóstwo innych bakterii. 
Po czwarte primo aby podpaska nie przeciekała używa się produktów,  których zetknięcie z błoną śluzową wywołuje przykry zapach oraz drastycznie zwiększa ryzyko alergii i podrażnień.

To tylko wierzchołek góry lodowej. Po zagłębieniu się w temat jeszcze bardziej,  metody których używały kobiety kilkadziesiąt lat temu, takie jak ciągle prane szmatki,  zyskują.

Wyjaśniło się dlaczego moja skóra reagowała tak alergiczne. Owszem,  jest dosyć wrażliwa ale nigdy aż tak. Tymczasem nawet podpaski,  których używałam,  takie bez dodatkowego zapachu i ekstra soft,  podrażniały mnie po kilku godzinach.

Warto też zwrócić uwagę na ekologiczny aspekt  czyli wysypiska składające się z podpasek i tamponów. Przez środki użyte przy ich produkcji, proces rozkładu wygląda podobnie jak przy tak potępionych woreczkach foliowych.

Mając to wszystko w głowie,  postanowiłam przetestować kubeczek menstruacyjny,  o którym kiedyś mówiła Agnieszka z bloga lifemanagerka.pl
 
Odstraszył mnie trochę koszt ale po krótkiej kalkulacji dotarło do mnie,  że ten wydatek dosyć szybko się zwróci. Nie byłam też do końca przekonana do wygody stosowania go i sposobu wyciągania oraz opróżniania ale raz się żyje,  kupiłam.



Kubeczki wytwarzane są z silikonu medycznego,  używanego w chirurgii więc są całkowicie bezpieczne dla naszego ciała. Unikamy wszystkich zagrożeń związanych z klasycznymi podpaskami i tamponami. Utrzymanie ich w czystości również nie nastręcza trudności. Przed i po rozpoczęciu okresu wystarczy je wygotować lub wymoczyć  w wodzie z corega tabs. Banał. 

Zdecydowałam się na kubeczek Mooncup w rozmiarze B. Jest to rozmiar dla kobiet, które nie rodziły jeszcze dzieci lub są przed 30 rokiem życia. Ja wprawdzie mam lat więcej ale nie rodziłam, wiec zdecydowałam się właśnie na rozmiar B. Są oczywiście różne inne kubeczki ale mnie przekonał akurat Mooncup. Kusił mnie jeszcze kubeczek z Rossmanna bo cena jest zdecydowanie bardziej atrakcyjna ale zanim dowiedziałam się o jego istnieniu, zamówiłam już Mooncup.

Montowanie kubeczka w odpowiednim miejscu okazało się banalnie proste. Prawidłowo włożony jest całkowicie niewyczuwalny. Na dolnej części ma ogonek,  który odcinamy tak aby było nam wygodnie. Ja swojego nie odcięłam ale o tym zaraz. 
Kubeczek wsuwamy dosyć głęboko ale tak,  aby dało się go uchwycić. Aby to zrobić zwijamy go w literę c lub w rulonik,  który nigdy mi się nie udał. Po włożeniu go, kubeczek się otwiera i przysysa do ciała.  Trzeba zwracać uwagę na to czy dobrze się rozłożył bo tylko wtedy nie będzie przeciekać. Wbrew moim obawom jest tez bardzo pojemny.

To tyle w kwestii plusów.

Minusem jest to,  że wyciąganie go było dla mnie dużym problemem. Było to możliwe tylko dzięki ogonkowi, którego na szczęście nie obcięłam. Być może wynika to z mojej budowy ale kiedy ponosiłam kubeczek dłużej,  szczególnie siedząc,  to wyciągnięcie było ciężkie. Mam zwyczajnie za krótkie palce.

Przy wyciągania należy się rozluźnić bo czym bardziej się spinamy,  tym gorzej go wyjąć. U mnie nawet przy całkowitym rozluźnieniu i częstym sprawdzaniu położenia, wyciąganie było problemem. Co więcej zwyczajnie mnie to bolało. Utrudniało to poprawne założenie przez co kubeczek przeciekał. Absolutnie nie chciałam ryzykować założenia kubeczka na noc bo nie mogłabym spać przez wizję usuwania go rano.
 
Po trzech miesiącach prób poddałam się bo nie ma się co męczyć. U mnie kubeczek absolutnie się nie sprawdził  ale ma in wiele fanek,  więc uważam że warto było spróbować.

Zniechęcona wizją powrotu do podpasek,  zaczęłam się interesować produktami marki Ginger Organic. Dowiedziałam się o nich również od Agnieszki lifemanagerka.pl za co będę jej dziękować przez kilka najbliższych lat.

 

Ginger Organic wytwarza swoje produkty z bawełny ekologicznej,  produkowanej bez użycia środków chemicznych,  a także nie wybiela ich sztucznie ani nie dodaje środków zapachowych. Produkty są czystą bawełną,  zdrową  dla naszego ciała.  Umówmy się,  nie są to produkty tanie ale można je kupić w dobrych promocjach w Rossmannie. Dobre jakościowo produkty nie są tanie. Kropka. 

Sięgnęłam po tampony bo podpaski nie są dostępne nigdzie w moim mieście,  a nie chciałam być zależna od sklepów wysyłkowych. Bardzo nieśmiało zaaplikowałam sobie pierwszego pociska, jak to nazywa je Chomicki i alleluja. Jestem w niebie. Zero dolegliwości,  są całkowicie niewyczuwalne,  wygodne w aplikacji i usuwaniu. Zakochałam się. Pomijając powyższe zalety, okazało się nagle że moje dylematy odzieżowe odeszły w niepamięć. Noszę co chcę i jak chcę. Nie jestem ograniczona koniecznością zakrywania pośladków. 

Bez obawy aplikuję tampony na noc i w końcu się wysypiam w trakcie tych dni 😀
Bez problemu przetrwałam podróż na drugi koniec kraju,  w upale,  gdzie rok temu był to dla mnie ogromny problem.

Tampony Ginger Organic to objawienie i polecam je każdemu. Cena nie ma w tym przypadku znaczenia bo nasze zdrowie i komfort są o wiele ważniejsze. Jestem skłonna wydawać 19.99 zł na opakowanie czyli średnio 40 zł miesięcznie zamiast  10 zł,  które wydawałam do tej pory. Zresztą tak jak wspomniałam,  Rossmann często ma dobre promocję i można kupić opakowanie za 15 zł ale trzeba się bardzo spieszyć bo szybko znikają. Mam tu na myśli tampony w rozmiarze normal i bez aplikatora. Inne produkty mają inne ceny.

Tak się wkręciłam w temat,  że kupiłam sobie zgrabne opakowanie na tampony, marki Facelle akurat. Wchodzą tam 3 sztuki ale to zdecydowanie za mało więc kupię kolejne.


Z wiekiem jestem coraz bardziej świadoma tego, co jest szkodliwe dla mojego ciała. Trochę mi żal tych minionych lat ale czasu nie cofnę, więc nie ma się co przejmować. Teraz chcę zadbać o siebie jak najbardziej i eliminuję produkty, których składy mi nie pasują. Was również do tego bardzo namawiam bo jeśli nie zadbamy sami o nasze ciało, to nie będzie nam ono służyło tak długo jak chcemy i w sposób w jaki chcemy.
Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty