Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #8 czyli nowości majowe i czerwcowe bo tak mi różowo

Dzisiaj mam dla Was zbiór nowości z maja i czerwca oraz polecajki do poczytania i pooglądania. Z opóźnieniem ale to u mnie już normalne 😀
Moją absolutną obsesją w maju stały się przekąski typu panini. Trafiłam na tą kanapkę przez przypadek,  byłam bardzo głodna,  a w kawiarni w której byłam umówiona z koleżanką nie było nic innego co wyglądało dla mnie na jadalne.  Spróbowałam więc i to jest to. Jem je co wieczór i ciągle  wprowadzam inne dodatki. Jednak mozzarella i rukola muszą być. To podstawa. Jednym słusznym dodatkiem wydaje się póki co  boczek. #teamboczek i tyle. Co gorsza w swój nałóg wprowadziłem Chomickiego i chyba będę miała na sumieniu nie tylko swoje nadprogramowe kilogramy.

Zabawne jest to,  że wcześniej wręcz nienawidziłam rukoli. Wydawała mi się obrzydliwa. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Liczę na to że suma pozytywnych właściwości wszystkich składników,  których używam do robienia panini będzie równoważyła ich wady

Zaczęłam zabawę w ogród na balkonie…

Usuwanie ósemek historia prawdziwa i przydługa

Zastanawiałam się czy jest sens pisać ten post ale uznałam, że napiszę go dla samej siebie z przeszłości. Naprawdę chciałabym mieć tą wiedzę przed pierwszym zabiegiem.


Internet pełen jest informacji i mitów na temat usuwania ósemek. Podobno zabiegi trwają godzinami,  są bardzo bolesne i krew się leje hektolitrami. Rekonwalescencji trwa tygodniami w bólu i wyjęciu z życia.

Czytanie tego wcale nie poprawiło mojego samopoczucia. Tym bardziej, że idąc na drugi w swoim życiu zabieg byłam uzbrojona w mnóstwo złych wspomnień,  które Internet tylko podsycał. Zdecydowanie w lepszym stanie psychicznym szłam na pierwszy zabieg, kiedy nie wiedziałam absolutnie nic. 

Pierwszą ósemkę musiałam usunąć ze względu na nawracające stany zapalne w kieszonce, która utworzyła się wokół zęba. Ta ósemka nie wyrosła prawie wcale, ledwo się przebiła jednym koniuszkiem, a sprawiła mi mnóstwo nieprzyjemności. Ząb sam w sobie był zdrowy. 

Żeby zarysować Wam fakty, dentysty nie bałam się nigdy jakoś specjalnie, a bywałam u niej często bo mam skłonność do próchnicy. Moja dentystka miała do mnie dobre podejście i kiedy zaleciła ekstrakcję i poleciła chirurga szczękowego, zaufałam jej w pełni. Miało nie być tak źle. Na zabieg szłam z optymizmem i ciekawością.

Wówczas w moim mieście było dwóch chirurgów szczękowych z czego właśnie ta konkretna, mila starsza pani była polecana. Zapamiętajcie to - mila starsza pani.
Uzbrojona w niezbędny przy usuwaniu zębów pantomogram poszłam na zabieg. Oczywiście wcześniej zjadłam ostatni posiłek skazańca bo wiedziałam, że przez kilka dni nie będę w stanie normalnie jeść.

I tutaj pierwszy zonk bo Pani doktor pomyliła dni i zapisała mnie na następny dzień. Trudno. Odbiłam się od drzwi i wróciłam do domu.

Następnego dnia wróciłam i tym razem zabieg się odbył. Po wstrzyknięciu znieczulenia Pani doktor przystąpiła do zabiegu. Problem w tym, ze znieczulenie jeszcze do końca nie działało, a ona zaczęła ciąć mi dziąsło. Spieszyła się bo za mną w poczekalni była kolejka pacjentów.
Zrobiło się nieprzyjemnie. Dostałam kolejny zastrzyk który w połączeniu z poprzednim sprawił, że już nic nie czułam i Pani doktor zaczęła mi grzebać w szczęce.
Jako że ząb nie wyrósł musiał być dłutowany, a nie zwyczajnie wyrwany. Trzeba było wyciągnąć go z dziąsła.  I tutaj przypomnijcie sobie miłą starszą panią.
Za żadne skarby nie dajcie sobie usuwać zęba starszej kobiecie, a najlepiej w ogóle żadnej kobiecie. Rosły chłop do tego potrzebny. Moja Pani doktor zwyczajnie nie miała siły aby tego zęba wyjąć. Szarpała mnie. Nawiercała kość i samego zęba totalnie na ślepo. Ocierając pot z czoła miała bezradne spojrzenie,  które mnie przeraziło no bo kaman, ona ma wiedzieć co robić, powierzyłam jej swoje zdrowie!

Zabieg według mnie trwał godzinami ale moja mama, która była wtedy ze mną,  mówi że może godzinę ale raczej mniej. Kiedy w końcu udało się usunąć zęba i założyć szwy, wszystko było zlane w mojej krwi, a Pani doktor powinna była iść na emeryturę.
Nie poszła. Zajęła się pacjentem po mnie, który widząc mnie zakrwawioną i słysząc wcześniej wszystkie dźwięki  dochodzące z gabinetu, miał w oczach strach. Współczuję mu bo już przy mnie nie miała siły, a co dopiero później.

Przez jakiś czas po zabiegu nie mogłam mówić. Dostałam specjalny tampon, który tamował krwawienie.
Póki działało znieczulenie było naprawdę w porządku. Śmiałam się i cieszyłam, że mam to za sobą. Gorzej kiedy puściło.  Ból był paskudny i tabletki przeciwbólowe, które brałam tylko go przytłumiały. Zaleca się Ketonal ale na mnie on zupełnie nie działa (o czym przekonałam się przy okazji trucia zęba) więc ratowałam się końskimi dawkami ibupromu.

Ból ciągnął się przez miesiąc. To nasilał się, to spadał. Ustępował bardzo wolno.  Nie miałam siły ruszyć się z domu tym bardziej,  że towarzyszył mu poważny szczękościsk i nie mogłam jeść. To znaczy mogłam ale same płynne i miękkie rzeczy więc na długi czas później nabrałam wstrętu do budyniu.  Ściąganie szwów, które nastąpiło po tygodniu było męczarnią bo nie mogłam otworzyć szczeki.  Poza tym bolało mnie tak, że chciałam dać jej w twarz. Bardzo to zaskoczyło Panią doktor. Cóż. Mnie tez. 

Nie sądziłam, że przez miesiąc po zabiegu będę wegetować wyjęta z życia i otumaniona bólem i lekami. Że na moment wzięcia kolejnej dawki leku przeciwbólowego będę czekać jak na zabawienie i zaklinać zegarek, żeby szybciej przesuwał wskazówki. Że przez kolejne miesiące będę doprowadzać swój organizm do stanu używalności po tym jak rozwalę sobie żołądek lekami. 

Teraz dlaczego tak się stało? Otóż dlatego, że Pani doktor nie powinna już wykonywać takich zabiegów bo nie miała już odpowiednich warunków fizycznych. Nadmienię że zabieg był wykonany prywatnie więc liczyłam na coś zupełnie innego. Poza tym nie dostałam absolutnie żadnych zaleceń co mam robić, a czego mi nie wolno więc improwizowałam. Po kilku dniach dopiero próbowałam myć zęby maleńką szczoteczka dla dzieci bo szczękościsk uniemożliwiał użycie normalnej. Kiedy to nie działało płakałam usta płynem i to dosyć energicznie. Przez to skrzep nie był w stanie się uformować i doprowadziło to do powstania zębodołu. Cholernie bolesna sprawa, która skończyła się antybiotykiem i jeszcze gorszym bólem.

Działo się to w czasach kiedy dostęp do Internetu nie był tak powszechny więc nie miałam skąd czerpać wiedzy. Nie miałam Internetu w domu, zresztą wydawał mi się on przeznaczony do pracy. Nie było YouTube, Facebooka, a wyszukiwarka działało na zasadzie wpisywania komend z plusami wpisz+co+chcesz+wiedzieć.


Do tej pory wspominam to jako największą traumę swojego życia wiec kiedy dowiedziałam się, że muszę usunąć kolejne ósemki, wpadłam w panikę. Tym razem powodem usunięcia była próchnica i to zaawansowana więc nie miałam na co czekać. Zabrałam opinie i umówiłam się na zabieg. Tym razem do mężczyzny i to przetestowanego przez koleżankę, która była u niego nieco ponad tydzień przede mną. Byłam całkowicie osrana ze strachu, mimo że wdrożyłam wszystkie swoje techniki antystrachowe. 

Postanowiłam usunąć dwa zęby jednocześnie, żeby przechodzić ten ból i strach tylko raz. Za świeżym pantomogramem weszłam do lekarza na trzęsących się nogach. Dostałam pierwszy zastrzyk ale nie działał za bardzo więc dostałam drugi. W sumie w trakcie zabiegu dostałam ich dziewięć bo mój organizm przedziwnie reaguje na te znieczulenia i szybko puszczają.  Lekarz czekał z robieniem czegokolwiek do momentu, aż przestanę czuć cokolwiek. Dolny ząb, który miał pójść prosto, okazał się trudnym przypadkiem. Trzeba było go nad nim popracować ale lekarz przy tym był tak spokojny i opanowany, że i ja byłam spokojna. Usunięcie drugiego trwało kilka sekund ale też nie było łatwe bo mogła mi się zrobić przetoka zatokowa i wymagałoby to kilkudziesięciu minut szycia. A tak nie mam w ogóle szwu na górnej szczęce. Na dolnej za aż dziewięć.

Dostałam receptę na antybiotyk, który należy brać od początku aby uniknąć zakażenia i komplikacji takich jak zębodół oraz specjalny płyn do płukania po zabiegach stomatologicznych z zaleceniem, aby robić to nie więcej niż dwa razy dziennie po myciu zębów i to od drugiej doby. Pierwszy lek przeciwbólowy miałam wziąć już w momencie dotarcia do domu, jeszcze w czasie działania znieczulenia. No i L4 bo po takich zębach się należy, jak to ujął Pan doktor. Poza tym usłyszałam sporo zaleceń co mogę, a czego nie. Czyli przez pierwszą dobę jeść lekkie i płynne rzeczy, zimne lub letnie bo ciepłe mogą spowodować krwotok. W drugiej dobie mogłam umyć zęby i zaczął płukać je płynem. Nie wysilać się, odpoczywać, chłodzić tę stronę twarzy aby zniwelować ból i opuchliznę.

Wieczór po zabiegu był nie najgorszy do momentu kiedy postanowiłam przetrzymać i nie brać leku na ból. Zły pomysł. Kolejny dzień nie zaczął się źle ale skończył kiepsko. Z godziny na godzinę czułam się coraz gorzej i po południu w końcu musiałam wrócić do chirurga. Nie dość że czułam bardzo silne mdłości to bolało ja cholera. Okazało się, że antybiotyk, który dostałam był źle dobrany i dostałam nowy. Nie była to absolutnie wina lekarza, ot moja  przypadłość czyli alergia na 99% antybiotyków, jakie są na rynku.

Drugą dobę po zabiegu wspominam naprawdę kiepsko. Mdłości i ból były okropne.
Trzecia doba i kolejne to diametralna zmiana. Mniejszy ból, mniejsza opuchlizna, coraz większy apetyt i radość niepomierna, kiedy zjadłam porcję frytek :) Kocham frytki. Mój pierwszy stały posiłek. 
Zdjęcie szwów mam  tydzień po zabiegu i trochę się stresuję ale to naprawdę nic w porównaniu z samym zabiegiem.

Między moim pierwszym, a drugim usuwaniem ósemek jest przepaść. Przepaść lat, w czasie których medycyna się rozwinęła, przepaść kompetencji lekarza wykonującego zabieg i przepaść podejścia do pacjenta. 
W sytuacjach tak stresogennych powinniśmy ufać, że osoba której powierzamy swoje zdrowie, wie co robi i robi to dobrze. Widok paniki w czach lekarza nie jest pokrzepiający, za to spokojny głos i opanowanie działają jak dobry lek uspokajający.

Nie powiem, że to nie boli. Że jest przyjemne. Że po dwóch dniach będzie się działać na normalnych obrotach. Bo nie. Nie ma na to szans i nie ma co próbować. Wbrew powszechnej opinii usunięcie ósemek to poważny zabieg chirurgiczny i należy dać swojemu ciału czas na dojście do siebie. To nie moja opinia, a słowa chirurga, u którego teraz byłam.

Jeżeli czytasz to będąc przed zabiegiem, wiedz że nie będzie źle jeśli trafisz na dobrego lekarza. Zbierz wszystkie możliwe opinie i nie oszczędzaj na swoim zdrowiu. Jeżeli masz możliwość zrobić zabieg prywatnie, rób ale i tak sprawdź lekarza. Jeżeli na tego naprawdę dobrego musisz trochę poczekać, a ten gorszy ma krótkie terminy to lepiej poczekaj. Warto. Nie funduj sobie traumy w ramach oszczędności i pośpiechu. Zdrowie mamy tylko jedno i trzeba o nie dbać najlepiej jak tylko możemy.



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty