Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Nie jestem mądra ale ciągle się uczę


"Wczoraj byłem bystry i chciałem zmienić świat. Dziś jestem mądry, więc zmieniam  siebie". Rumi

Dzięki internetowi odkryłam mnóstwo osób, które mnie inspirują i napędzają do działania. Jedną z nich jest Joanna, właścicielka cudownego profilu ze splotami Manufaktura Splotów. Joanna inspiruje mnie swoimi wyrobami bo są piękne, a zdjęcia je prezentujące to małe dzieła sztuki. Też bym tak chciała ale nie mam cierpliwości do robienia tak wspaniałych zdjęć.
 
Joanna dzieli się nie tylko splotami ale i swoimi przemyśleniami, które ostatnio ubrała w książkę. Książka ta jest tak pięknie wydana, że nie dziwię się, że znalazła tylu odbiorców. 

Ja jej nie kupiłam bo nie czuję takiej potrzeby. Znam większość tekstów, czytałam je pod pięknymi zdjęciami. Poza tym czuję przymus oczyszczania przestrzeni dookoła siebie i dzielnie pozbywam się przedmiotów, które mi zawadzają. Dorosłam do tego ale nie ukrywam, że kosztowało mnie to sporo pracy nad sobą.

Truję Wam co jakiś czas o tym jaki to samorozwój jest dla mnie ważny i ile znaczy w moim życiu. Chcę dzisiaj wyjaśnić o co mi w ogóle chodzi.

Rozwój i pracę nad sobą rozumiem jako precyzowanie pragnień, emocji, potrzeb, celów. Szukanie przyczyn, znajdowanie rozwiązań i wprowadzanie metod zaradczych. Wyrabianie nawyków, pozbywanie się złych, takich które nam szkodzą i do niczego nie prowadzą. Ciągłe szukanie i ulepszanie siebie dla siebie.

Może się to wydawać nudne, niepotrzebne, ale jeśli dostrzeżesz korzyści jakie z tego płyną, stwierdzisz że to dobra droga.

Na przestrzeni mojego życia zmieniałam się wiele razy i to diametralnie. Zmieniały się moje gusty, potrzeby, metody działania. Nie zawsze było mi w życiu dobrze, nie zawsze sobie z nim radziłam, nie zawsze byłam dobra dla siebie i innych. Nie zawsze też było źle, ba, bywało bardzo dobrze, lekko i przyjemnie. Miałam to szczęście, że w moim życiu są dobrzy ludzie. Tych mniej sympatycznych było zdecydowanie więcej ale oni nie mają znaczenia i nie ich wspominam kiedy myślę o osobach, które wpłynęły na moje życie. 

W pewnym punkcie poczułam, że coś jest nie tak ale nie wiedziałam co. Nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić, co robić, w którą stronę patrzeć, jak i gdzie szukać rozwiązania. Długo potem dotarło do mnie, że świata nie zmienię więc lepiej zmienić siebie. Dla wielu to krok absolutnie niedopuszczalny bo to świat ma się dopasować do nich, ale dla mnie jest to idealne wyjście z sytuacji i nie widzę sensu w niepotrzebnym szarpaniu się. Nieskromnie stwierdzę, że to chyba efekt pokory jaką czuję do tego, co większe ode mnie.

Zaczęłam pracę nad sobą poprzez przepracowanie wielu problemów, odkrycie ich tak naprawdę, znalezienie źródła i rozwiązanie tej pętli, która zaciskała się na mnie każdego dnia. Pomógł mi bardzo minimalizm bo uświadomił mi, że poza całą tą otoczką materialną, jest całe drugie dno minimalizmu wewnętrznego. 

Kocham prostotę. Jest taka czysta, jasna, dosłowna. Zawsze miałam problem ze zrozumieniem przekazów, które nie były formułowane wprost. Nie za bardzo rozumiem aluzje, nie potrafię często  poprawnie odczytać emocji innych osób, zwyczajnie - nie rozumiem jeśli nie mówi się do mnie wprost. Zapewne jakiś mądry naukowiec stwierdziłby u mnie jakiś zespół Kogośtam. Mniejsza z tym, prostota jest tym co ułatwia mi życie. Kiedy to odkryłam, zaczęłam ją wprowadzać w każdą możliwą sferę życia. Nadal to robię bo nie jest to proces, który przeprowadzi się szybko. U mnie trwa to około trzech lat i uważam, że więcej przede mną niż za mną.

Mam realny problem ze stresem, zapewne częściowo związany z problemami zdrowotnymi, co absolutnie nie znaczy, że mogę się nimi tłumaczyć. Nie znoszę takiego tłumaczenia i tego nie robię. Testowałam różne metody radzenia sobie z nim. Najbardziej jak na razie trafiają do mnie proste czynności, na wykonywaniu których muszę się skupić. Mindfulness pełną gębą 😃 czyli czytanie, kolorowanki, rękodzieło, joga. Praktykuję ćwiczenie wdzięczności i jest to wspaniałe odkrycie, które zmienia perspektywę.  




Stopniowo odnajduję siebie w tym co robię. Jestem coraz bardziej świadoma tego co lubię i dlaczego, czego nie lubię i dlaczego, co chcę, a czego nie chcę robić i dlaczego. Czuję co działa na mnie dobrze, a co ewidentnie źle.

Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że muszę zmienić tryb życia bo nie jestem okazem zdrowia i muszę to w końcu uwzględnić. Moje ciało męczy się o wiele szybciej, wolniej się regeneruje. Zmęczenie powoduje ataki choroby, która nasila kolejny problem zdrowotny i tak przez większą część czasu czuję się kiepsko albo źle i nie mam siły na życie. A życie mamy tylko jedno i nie chcę tracić z niego kolejnych dni na chorowanie.

Szukając siebie w sobie natknęłam się na wiele niespodzianek zarówno na plus jak i na minus. Nad wszystkimi pracuję bo plusy warto podkreślać, a minusy eliminować. Wiem do czego dążę ale jeszcze nie do końca wiem jak tam trafić. Ale trafię. Jestem o tym przekonana.

Nauczyłam się ufać intuicji, słuchać ciała, czytać swoje sny (to ta niespodzianka na plus), zaspokajać potrzeby i odmawiać zgubnym zachciankom. Nauczyłam się odróżniać potrzebę od zachcianki właśnie i to pewnego rodzaju objawienie. 
Nauczyłam się dostrzegać małe radości i nie przejmować tak bardzo. Zrozumiałam jakie znaczenie ma dystans i ile mi daje reguła złotego środka. Polubiłam siebie trochę bardziej i przestałam sobie żałować. Dotarło do mnie, że nikogo nie uszczęśliwię jeśli sama nie będę szczęśliwa, a mam dookoła siebie kilka osób, których szczęście jest dla mnie bardzo ważne.

Nie ukrywam, że wiele osiągnęłam w tej pracy nad sobą, dzięki ludziom z internetu. Tym, którzy już przeszli tą drogę i nie wstydzą się dzielić porażkami i sukcesami. To właśnie porażki uczą nas najwięcej, sukcesy są dobre ale nierozwojowe.

Na początku tego wpisu wspomniałam o Joannie bo w niej widzę ten spokój i dojrzałość, której pragnę. Zdaję sobie sprawę z tego, że dojście do takiego stanu zajmie mi lata ale nie przejmuję się tym. Wyżej sobie cenię drogę do osiągnięcia celu niż cel sam w sobie. Nie jestem idealna i nie wierzę w ideały. Wierzę w indywidualność. Nie wszystko mi się udaje w tym też, niektóre pomysły mające mnie rozwinąć ale próbuję. Staram się. Uczę. 


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

  1. Wow Kochana... Cieszę się bardzo, że spotkałyśmy się w blogowym świecie. Czytając Twoje słowa pojawia się u mnie łezka wzruszenia, bo mam wrażenie, że jesteśmy bardzo podobne..

    Podobnie jak Ty zmagałam się z problemami zdrowotnymi, a praca nad rozwojem samoświadomości, nad wdrażaniem nowych, zdrowych nawyków, nad zmianą przekonań, które mi nie służyły - na zdrowe, nad dążeniem do większej harmonii w życiu - stały się niejako sposobem na większe poczucie spełnienia, radości, satysfakcji z życia.

    Napisałam książkę "Zdrowa Nadzieja" (http://coachingserca.pl/zdrowanadzieja/), w której dzielę się z Czytelnikami - swoimi doświadczeniami i przemyśleniami dotyczącymi procesu zdrowienia i zmiany.

    Wierzę, że zrealizujesz to, czego potrzebujesz, życzę Ci wszystkiego co najlepsze! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dziękuję :) Chyba coś jest z tym podobieństwem bo to samo widzę w Twoich postach.
      Również życzę Ci wszystkiego co najlepsze i żeby książka się dobrze sprzedała :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty