Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Plany i postanowienia wyrzucam do kosza


Styczeń to miesiąc podsumowań, planów, postanowień i nowych początków. Planując kolejne posty zauważyłam, że wszystkie kolejne na ten miesiąc będą się kręciły właśnie dookoła tej tematyki,  uzbrójcie się więc w cierpliwość. Chcę w tym roku zachować plan jednego posta tygodniowo, weekendowo do poczytania przy kawie bo to taka optymalna dla mnie ilość.  Przez poprzednie lata różnie z blogiem bywało i to dało mi do myślenia jak planować publikacje i samo pisanie. Mam nadzieję, że w tym roku wyjdzie z tego coś przyjemnego zarówno dla mnie jak i dla Was. To tak słowem wstępu 😃

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przez wszystkie minione lata miotałam się między postanowieniami i planami na nowy rok. Raz wydawało mi się, że lepsze są postanowienia bo służą w końcu samorozwojowi, który dla mnie jest istotny. Z drugiej strony plany wydawały mi się bardziej namacalne. Co z tego skoro jedne i drugie po jakimś czasie szło w kąt. W tym roku wobec tego postawiłam na hasła, którymi będę się kierować. 

Pierwsze z nich to ''work smarter not harder'' czyli pracuj mądrze, a nie ciężko. Po mamusi mam niestety skłonność do brania na siebie za dużo przy zbyt małym efekcie. Raz że biorę się za coś co przyniesie mi niewiele korzyści, a nawet więcej kłopotów, a dwa że czasem utrudniam sobie zamiast ułatwiać. Pora to zmienić bo szkoda życia na ciężką pracę.

Zaczerpnięte z amerykańskiego ruchu AA ''one step at a time'' czyli jedna rzecz na raz, co ma opanować moje ADHD. Wielozadaniowość niech trafi szlag bo przekonałam się, że to nie dla mnie. Skupienie się na jednej rzeczy jest o wiele bardziej efektywne i zwyczajnie przyjemniejsze. 

Tym razem z Titanica kradzione ''make it count'' czyli, żeby się liczyło. Mam wrażenie, że spora część życia przeciekła mi między palcami nie dlatego, że nic nie robiłam ale ze względu na moje podejście. Wieloma rzeczami przejmuję się zanim się wydarzą i później ale nie w trakcie, nie wtedy kiedy się dzieją. Wtedy bywam obojętna. To taki mechanizm obronny, który pomaga mi radzić sobie z nieprzyjemnym sytuacjami. Szkoda tylko, że bez mojej woli rozciągnął się też na te przyjemne wydarzenia. Chcę być świadoma każdej chwili, bez względu czy to wpuszczenie wody w toalecie czy wyjątkowo przyjemny wieczór. 

''Just do it'' czyli hasło znanej marki sportowej, przyświeca mi już od jakiegoś czasu. Po prostu to zrób. Nie zastanawiaj się tyle. Mam skłonność do myślenia za dużo, rysowania scenariuszy, rozkładania każdej rzeczy na milion składników. Po cholerę? Nie twierdzę, że zastanawianie się przed podjęciem działania jest złe ale zastanawianie się w granicach rozsądku. Takie które nie wyklucza działania. U mnie często na myśleniu się kończyło bo dochodziłam do wniosku, że lepiej nie, bo nie teraz, bo zły moment, bo to, bo tamto, bo po prostu nie. Sięgając do sytuacji kiedy zadziałałam dosyć szybko, powinnam wiedzieć, że wychodzi mi to całkiem nieźle.

''Less is more'' czyli w bardzo luźnym tłumaczeniu mniej to lepiej. W dalszym ciągu świetnie czuję się w nurcie minimalizmu i chcę w nim pozostać, rozszerzając na coraz to nowe elementy życia. Ograniczam swoją garderobę, powoli wymieniając rzeczy posiadane na te, które obecnie bardziej odpowiadają mojemu stylowi. Zrobiłam gigantyczny krok bo zdecydowałam się pozbyć części książek - nie sądziłam, że to się kiedykolwiek wydarzy :). Nie chcę angażować się w zbyt wiele aktywności, jeśli chcę się zająć nową to muszę odpuścić w innej. No i zdecydowanie muszę nauczyć się filtrować to co i komu mówię.

W duchu minimalizmu właśnie na tym kończę. Te pięć haseł będzie moimi drogowskazami w 2018 roku. A Wy, macie plany lub postanowienia czy idziecie na żywioł?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty