Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Wigilia czyli szukanie od nowa małych radości


Jutro Wigilia czyli dzień, na który czekałam z utęsknieniem. Mam cudowne wspomnienia z dzieciństwa, trochę gorsze z kolejnych lat, a teraz uczę się znowu odnajdywać magię świąt.

Zastanawiałam się jak to jest, że jako dziecko cieszymy się ze świąt z całych naszych małych serc, a w późniejszych latach często traktujemy to jako obowiązek albo dodatkowy dzień wolny od pracy. Myślę, że bierze się to stąd, że jako dzieci nie mamy żadnych obowiązków związanych ze świętami poza, być może, ubraniem choinki, co przecież i tak jest przyjemnością. Przychodzimy na gotowe i tylko czerpiemy korzyści, nie musząc się martwić absolutnie o nic poza tym, co dostaniemy w prezencie. Jako dorośli musimy te święta przygotować, zorganizować, ufundować, wszystko to w dowolnej konfiguracji bo wiadomo, że nie każdy szykuje co roku kolację Wigilijną dla całej rodziny i nie każdy też ponosi z tego tytułu jakieś koszty. Niemniej - wymaga to od nas jakiegoś wysiłku, zaangażowania, czasu.

Tego ostatniego często nam brakuje, co widzę teraz wśród moich znajomych, którzy przed świętami po prostu szaleją. Bo trzeba posprzątać, kupić prezenty, zrobić zakupy spożywcze, ugotować, przygotować, upiec. Tyle rzeczy do zrobienia i gdzieś w tym wszystkim ginie radość z świąt.

Tej dziecięcej radości nie da się utrzymać, trzeba odnaleźć w sobie inną, bardziej dorosłą. Odnaleźć albo się jej nauczyć.

Ja się mojej uczę.

Ubieranie choinki z Chomickim, naszego pierwszego żywego drzewka.

Śmieszne bombki i ozdoby, które kupiliśmy bo są tak niedoskonałe.

Szukanie prezentów bo mimo, że nie na prezentach święta polegają to oboje lubimy obdarowywać naszych bliskich i staramy się bardzo, aby były to prezenty dające radość.

Wylewanie polewy na jedyne ciasto jakie potrafię zrobić bez piekarnika w domu i wylizywanie łyżki po nim.

Mnóstwo drobiazgów, które zostają w mojej pamięci i robi mi się ciepło i przyjemnie kiedy czasem wypływają na wierzch. 

Życzę Wam świąt pełnych takich drobiazgów 😊


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.
 

Komentarze

Popularne posty