Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Wcierka Jantar vs woda brzozowa - porównanie




Wypadanie włosów to nie jest fajna sprawa. Bez względu na to jakiej płci dotyka. 

Ja z moim wypadaniem walczę od dawna. Staram się dostarczać do organizmu różne składniki odżywcze ale przy mojej ubogiej diecie nie jest to możliwe. Posiłkuję się suplementami. Mam jednak taką teorię, że  trzeba działać głównie miejscowo - na miejsce problemu. Z tego powodu zainteresowałam się najpierw wodą brzozową. Byłam z niej zadowolona bo działała tak jak powinna czyli ograniczyła wypadanie włosów ale też miała swoje bonusy jak dłuższa świeżość włosów i zniwelowanie swędzącej skóry głowy. Bo łeb mnie swędzi jak cholera i nie jest to spowodowane chorobą tylko moimi alergiami. Nie pomaga mi na to nic poza szamponem z Alterry, który jednak nie służy moim włosom.

Na fali zachwytu wodą brzozową postanowiłam wypróbować bursztynową wcierkę z Jantara. Miałam trochę obaw bo dowiedziałam się, że powoduje łupież ale jednak zaryzykowałam.

Pierwsze 3-4 tygodnie były bezproblemowe. Wcierałam produkt po każdym myciu głowy. Włosy tak samo jak przy wodzie brzozowej były lekko uniesione i dłużej świeże. Wypadanie minimalnie zmalało, odrastające włosy są w zdecydowanie lepszej kondycji niż reszta. Niewątpliwym plusem jest rozpylacz, który ułatwia cały proces i wpływa na wydajność wcierki.

Niestety po miesiącu stosowania swędzenie skóry głowy stało się tak dotkliwe, że musiałam ją odstawić. Po dwóch tygodniach wróciłam do wcierania i problem się powtórzył. Przyjęłam więc taką taktykę, że odstawiam produkt jak tylko swędzenie się pojawia. Po kilku dniach wracam do wcierania. Łupież na szczęście się nie pojawił.

Tym sposobem po trzech miesiącach zauważyłam baby hair w zakolach. Bo mam zakola, po tatusiu, a on po mamusi. Zakola to wcale nie jest męski problem, kobiety też je mają tylko mamy większą możliwość ukrywania ich dobrą fryzurą. Baby hair wcale nie są takie baby i cieniutkie, są całkiem solidne i bardzo mi się podobają 😀

Niemniej jednak wcierka Jantar przegrywa porównanie z wodą brzozową. Wypadanie włosów przy wcierce jest większe niż przy wodzie, swędzenie natomiast całkowicie ją dyskwalifikuje. Przy wodzie brzozowej nie miałam tego problemu w ogóle. Cudownie łagodziła moją skórę. Jedynym plusem są zauważalne baby hair i trochę mi ich szkoda ale nie pozwolę tym plusom przysłonić minusów.

Znacie wcierkę Jantar? Jak u Was się sprawdziła?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty