Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Wcierka Jantar vs woda brzozowa - porównanie




Wypadanie włosów to nie jest fajna sprawa. Bez względu na to jakiej płci dotyka. 

Ja z moim wypadaniem walczę od dawna. Staram się dostarczać do organizmu różne składniki odżywcze ale przy mojej ubogiej diecie nie jest to możliwe. Posiłkuję się suplementami. Mam jednak taką teorię, że  trzeba działać głównie miejscowo - na miejsce problemu. Z tego powodu zainteresowałam się najpierw wodą brzozową. Byłam z niej zadowolona bo działała tak jak powinna czyli ograniczyła wypadanie włosów ale też miała swoje bonusy jak dłuższa świeżość włosów i zniwelowanie swędzącej skóry głowy. Bo łeb mnie swędzi jak cholera i nie jest to spowodowane chorobą tylko moimi alergiami. Nie pomaga mi na to nic poza szamponem z Alterry, który jednak nie służy moim włosom.

Na fali zachwytu wodą brzozową postanowiłam wypróbować bursztynową wcierkę z Jantara. Miałam trochę obaw bo dowiedziałam się, że powoduje łupież ale jednak zaryzykowałam.

Pierwsze 3-4 tygodnie były bezproblemowe. Wcierałam produkt po każdym myciu głowy. Włosy tak samo jak przy wodzie brzozowej były lekko uniesione i dłużej świeże. Wypadanie minimalnie zmalało, odrastające włosy są w zdecydowanie lepszej kondycji niż reszta. Niewątpliwym plusem jest rozpylacz, który ułatwia cały proces i wpływa na wydajność wcierki.

Niestety po miesiącu stosowania swędzenie skóry głowy stało się tak dotkliwe, że musiałam ją odstawić. Po dwóch tygodniach wróciłam do wcierania i problem się powtórzył. Przyjęłam więc taką taktykę, że odstawiam produkt jak tylko swędzenie się pojawia. Po kilku dniach wracam do wcierania. Łupież na szczęście się nie pojawił.

Tym sposobem po trzech miesiącach zauważyłam baby hair w zakolach. Bo mam zakola, po tatusiu, a on po mamusi. Zakola to wcale nie jest męski problem, kobiety też je mają tylko mamy większą możliwość ukrywania ich dobrą fryzurą. Baby hair wcale nie są takie baby i cieniutkie, są całkiem solidne i bardzo mi się podobają 😀

Niemniej jednak wcierka Jantar przegrywa porównanie z wodą brzozową. Wypadanie włosów przy wcierce jest większe niż przy wodzie, swędzenie natomiast całkowicie ją dyskwalifikuje. Przy wodzie brzozowej nie miałam tego problemu w ogóle. Cudownie łagodziła moją skórę. Jedynym plusem są zauważalne baby hair i trochę mi ich szkoda ale nie pozwolę tym plusom przysłonić minusów.

Znacie wcierkę Jantar? Jak u Was się sprawdziła?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty