Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Idealne życie z Instagrama



Uwielbiam Instagram. Spędzam tam zdecydowanie za dużo czasu, podglądając innych. 

Jakie oni mają życie! Rano wstają kiedy chcą, mają czas na kawę i ciastko, nierzadko w towarzystwie książki, niespieszny spacer z psem lub dzieckiem, trochę pracy bo przecież trzeba pracować. Później wege obiad w trendy knajpce w towarzystwie innych internetowych osobistości. Po obiedzie sesja zdjęciowa do nowego postu, praktyka jogi plus seriale na Netflixie. 

Sami freelancerzy z idealnym makijażem, idealnym życiem w stonowanych kolorach i w wiecznie uporządkowanej przestrzeni. 

Napatrzę się tak i myślę: taki freelance.. hmmm... może by tak? Praca mniej niż osiem godzin dziennie - marzenie. 

Problem w tym, że to wygląda tak ładnie tylko na obrazkach. Jakbym się uparła to według Instagrama też miałabym życie jak w bajce. Wróć! Mam życie jak w bajce.

Zależy jakie bajki lubisz. Ja nie lubię i nie wierzę w ideały. Wieczny spokój i błogostan nie dla mnie. Podobnie pastelowe kubki do kawy i kundelek ze schroniska. 

Wolę te cudowne niedoskonałości, które dodają charakteru. Mój wielki kubas z osłem z Kubusia Puchatka, który bywa czasem niedomyty. Kundelek ze schroniska doprowadziłby mój nos do zaniku od smarkania, a zresztą wolę wrednego kota z pogryzionymi uszami. Porządek mam jakiś dzień po generalnym sprzątaniu, a potem jest rzeczywistość czyli pełno książek i wełny dookoła mojego gniazda w rogu kanapy. Bo muszę mieć wszystko pod ręką. Nie sprzątam obsesyjnie każdego okruszka bo szkoda mi na to czasu. Owszem, można wyrobić sobie nawyki i mieć bardziej ogarnięty dom ale na to też szkoda mi czasu. 

Każdego dnia mam tylko 24 godziny i nie jestem w stanie zrobić wszystkiego co bym chciała. Nawet przy efektywności na poziomie hard.

Czasem napatrzę się na te obrazki i przez chwilę też tak chce ale zaraz przychodzi myśl, że to nie prawda. Ładny kadr i tyle. Wolę swoje niedoskonałe i nieuporządkowane kadry.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty