Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Nowe w... wrzesień 2017

Nie wiem kiedy mi ten wrzesień minął, chociaż kiedy się dobrze zastanowię to jednak dużo się działo. 
Dużo mojego zmęczenia z czego nie jestem zadowolona i podjęłam konkretne plany aby temu zaradzić. Ich realizacja też bywa męcząca ale to takie pozytywne zmęczenie. Od razu cudów nie zdziałam ale obiecałam sobie, że koniec z tym uczuciem wyczerpania i kombinuję radośnie. 

Piszę ten post czekając na autobus do pracy w piękny, sobotni poranek. Słońce świeci mi prosto w oczy i lekki wiatr zawiewa włosy, które zasłaniają mi ekran ale zamiast się irytować doceniam to piękno. Nasza jesień zazwyczaj jest ponura i deszczowa. Takich dni jak dziś jest mało, a w tym tygodniu to już 4 taki dzień!. Chyba nigdy nie doceniałam tak małych rzeczy jak ostatnio. W końcu się tego nauczyłam i powiem Wam, że czuję się przez to szczęśliwszym człowiekiem. 



Wdrożyłam efektywność level hard i cieszę się efektami. Ciągle frustrowało mnie, że tyle chcę zrobić, a ciągle się nie wyrabiam. Jest już zdecydowanie lepiej bo nauczyłam się robić rzeczy w międzyczasie z czym miałam ogromny problem. Zazwyczaj sięgałam wtedy po telefon czy książkę, a przez te kilka minut zamiast tępego scrolowania instagrama można naprawdę sporo zrobić. Książki więc są zarezerwowane na czas śniadania i momenty największego zmęczenia, kiedy już na nic innego nie mam siły . Ubolewam trochę nad tym ograniczeniem bo mało mi. Niemniej korzyści z tego rozwiązania są na tyle przekonujące, że przy nim zostaję. 

Po raz pierwszy w życiu spałam sama w domu. Poważnie. 32 letnia baba bała się spać sama i zawsze jak Chomicki wyjeżdżał do pracy czy na koncert, szłam spać do mamy. Miałam z tym duży problem w dzieciństwie i byłam utrapieniem dla rodziców, kiedy chcieli gdzieś wyjść :) Pamiętam jak poszli na imieniny do sąsiadów piętro niżej. Ten sam budynek, nawet ich słyszałam bo dźwięk w nocy się niósł. Ale nie. Karolinka sama spać nie będzie i był taki ryk, że mama musiała wrócić :) Tym razem się zawzięłam, że koniec z tym i udało się. Całe trzy noce. Dla Was to może nic wielkiego ale dla mnie to kamień milowy. Chyba w końcu dorosłam. 

Kolejnym przejawem dorosłości jest próba uzdrowienia swojej diety. Już o jakiegoś czasu czułam, że to co jem nie do końca jest dla mnie dobre. Eksperymentowałam z glutenem, okazało się jednak, że to nie to. Ograniczyłam więc białe pieczywo i moje samopoczucie uległo radykalnej poprawie. Nie czuję się taką zamulona i ciężka. Muszę jeszcze wejść na wagę ale chyba coś mi ubyło. 
Edit niedziela rano: ubyło 2 kg 😁

To ewidentnie był miesiąc pracy nad sobą ale żeby nie było tak ambitnie to odkryłam nową kawiarnię. Wiedziałam wprawdzie o jej istnieniu ale uznałam, że to jakaś osiedlowa knajpka z kawą rozpuszczalną i ciastem z Lidla. Tymczasem Cafe Arabica podbiła moje serce tartą pistacjową. To jest miłość. Kawa mnie nie zachwyciła ale olać to. Tarta.... 😍



Tyle. Dziękuję za uwagę i zapraszam ponownie 😀 


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

Popularne posty