Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Hybrydy w domu nie takie straszne

Moje pierwsze doświadczenie z manicure hybrydowym było wiele lat temu, na samym początku, kiedy stało się to popularne. Udało mi się trafić okazję na czymś w rodzaju Gruponu i za 35 zł miałam piękny manicure na dwa tygodnie i zniszczone paznokcie na kilka miesięcy.

Wróciłam do tematu w zeszłym roku, jakiś czas przed ślubem kiedy to na ten Wielki Dzień chciałam mieć nieskazitelny manicure co przy moich naturalnych paznokciach nie wchodziło w grę. W związku z tym, że w podziale substancji odżywczych włosy  i paznokcie są na ostatnim miejscu, moje są raczej w kiepskiej kondycji. Do tego naturalnie tłusta płytka paznokcie nie pomaga.

Podejrzewam, że mimo wszystko nie zdecydowałabym się na spróbowanie, gdyby nie koleżanka koleżanki, która robiła paznokcie w domu. Dziewczyna po odpowiednim szkoleniu, na etacie sprzedawała produkty do hybryd, a po godzinach tworzyła swoją bazę klientów, żeby przejść tylko na własną działalność. Według mnie było to genialne posunięcie. Brała o wiele mniej, niż dziewczyny z własnymi salonami, a jakość usługi była naprawdę wysoka. Skusiła mnie cena. Nie ukrywam.

Po pierwszym razie totalnie przepadłam. Wygląd dłoni z zadbanymi paznokciami, trwałość manicure i ten komfort... Marzenie dla kogoś, u kogo tradycyjny lakier nie trzymał się nawet jednego dnia. No i w końcu mogłam je zapuścić.

Dla mnie dłonie są wizytówką człowieka i skręca mnie wprost, kiedy widzę paznokcie obgryzione czy z poodpryskiwanym lakierem. Czy to naprawdę takie trudne zmyć ten lakier, kiedy odpryśnie? Nie pojmuję jak można chodzić z takimi paznokciami kilka dni! Szczyt obrzydliwości jak dla mnie. Nie ruszają mnie zoombie w stanie zaawansowanego rozkładu czy odchody pochodzenia obojętnego ale paznokcie z odpryskującym lakierem? Ble.... 😬

Z ogromnym żalem rezygnowałam z hybrydy w zeszłym roku ale cięcie wydatków związane z kredytem hipotecznym było ważniejsze.

W odmętach internetu trafiłam na film o zestawie startowym Semilac. Myślałam, że to tylko dla profesjonalistów, że jest dla mnie za drogie, że sobie nie poradzę. Jak w ogóle ściągać te hybrydy? Do tej pory miałam je ściągane za pomocą pilnika i frezarki. Machanie pilnikiem nie jest dla mnie, a frezarką można zrobić sobie krzywdę, jeśli się na tym nie zna. Wprawdzie widziałam jak moja mama rozmaczała sobie hybrydę ale potem i tak trzeba było użyć pilnika. Poza tym strasznie długo to trwało.


Opierając się na zasadzie, że lepiej spróbować, niż żałować, że się nie spróbowało, bohatersko popędziłam na wyspę Semilaca w pobliskim centrum handlowym i tak stałam się właścicielką zestawu startowego oraz mnóstwa chęci przy zupełnym braku umiejętności.

W zestawie, który kupiłam znajdują się wszystkie produkty niezbędne do wykonania manicure. Mamy tam lampę UV, bazę, 5  mini wersji kolorów, top, blok polerski, dwa pilniki, striper pomocny w usuwaniu hybryd, odtłuszczacz, aceton i waciki bezpyłowe. Ja dokupiłam sobie jeszcze specjalnie klipsy do ściągania hybryd.
Kolory w zestawie są raczej średnie. Dobre do nauki ale niespecjalnie urokliwe. Po opanowaniu techniki warto zainwestować w zestaw kolorów bardziej dopasowany do upodobań. 

Do pierwszej próby podeszłam niezwykle entuzjastycznie i zaskoczyło mnie jakie to proste. Naprawdę da się zrobić taki manicure bez profesjonalnego szkolenia. Chociaż są pewne istotne kwestie, o których należy pamiętać.

Odpowiednie przygotowanie płytki to podstawa. Ostrożnie matujemy. Odtłuszczamy. Przy nakładaniu bazy pamiętamy o nie zalewaniu skórek. Podobnie przy nakładaniu koloru ale tu musimy pamiętać też o zabezpieczeniu wolnego brzegu paznokcia. Top na wierzch to już banał.
Tia... żeby to było takie proste 😊

Z matowieniem i odtłuszczeniem nie miałam problemu. Chociaż praca lewą, tą mniej sprawną ręką, nie była prosta.  Zaskoczyło mnie to, że baza i kolor nie twardniały idealnie w lampie, były lekko lepkie po wyjęciu. Podobnie top. Trochę mnie to podłamało i byłam pewna, że nic z tego nie będzie, że coś robię źle albo że coś jest nie tak z lampą. Zniechęciłam się ale uznałam, że zobaczę co będzie. Zostawiłam paznokcie takie lekko lepkie i zajęłam się innymi sprawami. Kilka godzin później zobaczyłam, że paznokcie są już twarde, nic się nie rozmazało ani nie zeszło. Skórek nie zalałam, hurra! Szkoda tylko, że nie zabezpieczyłam wolnego brzegu i lakier starł się po kilku dniach.
Grzebiąc w sieci dowiedziałam się, że czasem produkty nie twardnieją idealnie po wyjęciu z lampy ale nie ma się co tym przejmować, trzeba dać im czas. Może to zależeć od samego lakieru albo od lampy.  Baza Semilaca, która jest w zestawie ma też to do siebie, że jest lekko lepka po utwardzeniu i paznokcie szybko przez to matowieją. Ktoś podpowiedział, żeby zaraz po wyjęciu spod lampy przemyć ją wodą. Lepka warstwa zniknie i zapewni to lepszy połysk. Sprawdziłam - działa.


Próba druga była zdecydowanie bardziej udana ale zrobiłam jeszcze inny błąd. W obawie przed zalaniem skórek położyłam kolor daleko od nich i w efekcie bardzo szybko wyglądało to, jakbym miała odrosty. No i nie wyszło mi to zbyt równo. Poza tym kolor nie nałożył się i równomiernie, chociaż nakładałam go bardzo starannie. Dopiero czytając więcej o lakierach hybrydowych dowiedziałam się, że niektóre kolory nie układają się od razu idealnie i trzeba nad nimi popracować. 



Z tym właśnie problemem spotkałam się przy kolejnej próbie. Zirytowało mnie to, bo tym razem wszystko wyszło mi bardzo dobrze, a i kolor okazał się zaskakująco ładny. 032 Biscuit opinie ma przeróżne i gdybym je przeczytała przed nałożeniem, nie wiem czy bym się na to zdecydowała. 


Próby 4 i 5 to kolor 068 Delicate Red. Podeszłam do niego sceptycznie bo zupełnie nie podobał mi się w buteleczce. Na paznokciach za to rozkochał mnie w sobie tak, że najchętniej w ogóle bym go nie zmieniała gdyby nie promocja w Rossmannie i lakiery Kinetics. W standardowej cenie są droższe od Semilaca ale byłam ciekawa i promocja mnie zmotywowała do zakupu. Postawiłam na 353 Vagabond Party. Trochę się obawiałam czy wszystkie te preparaty będą ze sobą współpracowały. Na szczęście nie było w ogóle problemu. 



Wbrew moim obawom, ściąganie hybrydy okazało się proste. Głównie dzięki Semilac Nail Clips. Odkryłam też różnicę między zwykłym zmywaczem z acetonem, a stricte acetonem. Wystarczy nasączyć waciki, zacisnąć je na palcach przy pomocy klipsów i po 10 minutach możemy zdjąć lakier. Później wystarczy tylko wyrównać płytkę paznokci pilnikiem lub blokiem polerskim i można nakładać nowy kolor. Od pierwszego zastosowania tej metody wiem, że nie dam już nikomu dotknąć swoich paznokci frezarką. Choćby frezowanie było najdelikatniejsze to i tak jest o wiele bardziej inwazyjne niż rozpuszczenie lakieru. Nie ma co męczyć paznokci bardziej, niż jest to konieczne.


Z doświadczenia widzę, że hybryda nie szkodzi paznokciom zbytnio jeśli traktuje się je delikatnie przy obróbce. Mam paznokcie raczej łamliwe, rozdwajające się i ciężko jest mi je zapuścić. Dzięki hybrydom mam najdłuższe paznokcie w swoim życiu 😊 Po zdjęciu koloru nie wyglądają źle i mogłabym je spokojnie tak zostawić. Problem w tym, że wkręciłam się w hybrydy na maksa. Mam całą listę kolorów, które chcę mieć. Chcę się również nauczyć różnych technik, korzystania z magnesów i innych bajerów.

Nie zaszkodzi nam to, co stosujemy z umiarem. Nie zamierzam nosić hybrydy cały czas. Będę robić sobie okresy odpoczynku od nich ale jeszcze nie teraz. Na razie chcę się nacieszyć nową zabawką.

Zdaję sobie sprawę, że moje ''osiągnięcia'' nie są spektakularne ale jestem z siebie dumna i tak 😊

Jakie są Wasze doświadczenie z hybrydą? Lubicie? Nie lubicie? Robicie same czy w salonie?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

  1. Właśnie się zastanawiam nad zakupem 32 Semilac, ale widzę, że może być problematyczny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i jest ale podobno to kwestia wprawy. Ja na razie nie znalazłam na niego sposobu ale zamierzam wypróbować jasną bazę semi hardi pod lakier i zobaczę czy to coś pomoże. Internety twierdzą, że tak :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty