Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Malibu w wersji domowej PRZEPIS



Malibu czyli rum karaibski, pochodzący z Barbadosu bardzo szybko zyskał popularność, czemu wcale się nie dziwię. Jest wytwarzany z połączenia białego rumu oraz ekstraktu z orzechów kokosa. Jednym ze składników jest melasa cukrowa więc kaman, to musi być smaczne 😊

Zupełnie nie wiem kiedy spróbowałam Malibu po raz pierwszy ale od tego momentu piję je przy każdej możliwej okazji. Mam gdzieś, że postrzegany jest jako drink dla nastolatek. 

Do wszystkich przepisów na domową wersję Malibu podchodziłam raczej sceptycznie bo nie sądziłam, że można w domu osiągnąć ten sam efekt.

Otóż można. Na 99% a to mi już w zupełności wystarczy.

Od niedawna mam zajawkę na robienie domowych nalewek, więc Malibu trafiło na pierwsze miejsce w kolejce.

Przepis jest naprawdę banalnie prosty.

Potrzebujemy:
- 250 ml spirytusu
- 150 ml wody przegotowanej
- 200 gram wiórków kokosowych
- 1 kartonik lub puszka mleka skondensowanego słodzonego
- 1 kartonik lub puszka mleka skondensowanego niesłodzonego.

Wiórki wsypujemy do słoika, zalewamy spirytusem i wodą, wstrząsamy aby płyny równomiernie się rozprowadziły i odstawiamy na około tydzień. 







Po tygodniu odsączamy wiórki. Najlepiej za pomocą gazy, tak aby można było mocno to ścisnąć w ręku, żeby nie uronić ani kropli. Najlepiej wykorzystać podwójną warstwę gazy bo pojedyncza przepuszcza poszczególne wiórki. Samo sitko raczej się nie sprawdzi bo w wiórkach zostaje mnóstwo aromatu, który bez wyciśnięcia przepada, a wyciskanie na sitku sprawia, że płyn robi się mętny od pływających wiórków. Ja łączę te dwie rzeczy i dzięki temu płyn jest prawie idealnie przejrzysty.






Całość mieszamy z mlekiem skondensowanym, mocno wstrząsamy, zamykamy w butelce i czekamy kolejny tydzień.

Po tygodniu przystępujemy do degustacji. Ta wersja nie potrzebuje już mieszania z mlekiem ale można wykorzystać ananasa, sok pomarańczowy, limonkę, cytrynę i co Wam tylko przyjdzie do głowy. Ja wrzucam tylko kilka kostek lodu, które ochładzają całość i lekko rozwadniają. Jako że do przygotowania wykorzystuje się aż 250 ml spirytusu to efekt końcowy potrafi uderzyć do głowy 😋

Dajcie znać jeśli wykorzystacie przepis.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

Popularne posty