Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Malibu w wersji domowej PRZEPIS



Malibu czyli rum karaibski, pochodzący z Barbadosu bardzo szybko zyskał popularność, czemu wcale się nie dziwię. Jest wytwarzany z połączenia białego rumu oraz ekstraktu z orzechów kokosa. Jednym ze składników jest melasa cukrowa więc kaman, to musi być smaczne 😊

Zupełnie nie wiem kiedy spróbowałam Malibu po raz pierwszy ale od tego momentu piję je przy każdej możliwej okazji. Mam gdzieś, że postrzegany jest jako drink dla nastolatek. 

Do wszystkich przepisów na domową wersję Malibu podchodziłam raczej sceptycznie bo nie sądziłam, że można w domu osiągnąć ten sam efekt.

Otóż można. Na 99% a to mi już w zupełności wystarczy.

Od niedawna mam zajawkę na robienie domowych nalewek, więc Malibu trafiło na pierwsze miejsce w kolejce.

Przepis jest naprawdę banalnie prosty.

Potrzebujemy:
- 250 ml spirytusu
- 150 ml wody przegotowanej
- 200 gram wiórków kokosowych
- 1 kartonik lub puszka mleka skondensowanego słodzonego
- 1 kartonik lub puszka mleka skondensowanego niesłodzonego.

Wiórki wsypujemy do słoika, zalewamy spirytusem i wodą, wstrząsamy aby płyny równomiernie się rozprowadziły i odstawiamy na około tydzień. 







Po tygodniu odsączamy wiórki. Najlepiej za pomocą gazy, tak aby można było mocno to ścisnąć w ręku, żeby nie uronić ani kropli. Najlepiej wykorzystać podwójną warstwę gazy bo pojedyncza przepuszcza poszczególne wiórki. Samo sitko raczej się nie sprawdzi bo w wiórkach zostaje mnóstwo aromatu, który bez wyciśnięcia przepada, a wyciskanie na sitku sprawia, że płyn robi się mętny od pływających wiórków. Ja łączę te dwie rzeczy i dzięki temu płyn jest prawie idealnie przejrzysty.






Całość mieszamy z mlekiem skondensowanym, mocno wstrząsamy, zamykamy w butelce i czekamy kolejny tydzień.

Po tygodniu przystępujemy do degustacji. Ta wersja nie potrzebuje już mieszania z mlekiem ale można wykorzystać ananasa, sok pomarańczowy, limonkę, cytrynę i co Wam tylko przyjdzie do głowy. Ja wrzucam tylko kilka kostek lodu, które ochładzają całość i lekko rozwadniają. Jako że do przygotowania wykorzystuje się aż 250 ml spirytusu to efekt końcowy potrafi uderzyć do głowy 😋

Dajcie znać jeśli wykorzystacie przepis.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

Popularne posty