Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Lepiej spróbować, niż żałować, że się nie spróbowało




Banał, prawda? Tylko dlaczego to prawda? 

Żal za utraconą szansą czy możliwością jest okropny. Tym bardziej kiedy nie możemy jej odzyskać. Takich sytuacji każdy z nas ma w życiu mnóstwo. Przegapionych okazji. Niewykorzystanych możliwości.

Bardzo często za rezygnacją z działania stoi strach. Co będzie jak to zrobimy? Jakie będą konsekwencje. Czy damy sobie radę z nimi poradzić? Czy mamy na to czas? Czy nas na to stać?

Czas i tak upłynie, a pieniądze i tak wydamy

Czy znajdę czas na to w napiętym grafiku? Mam tyle innych obowiązków. Nie stać mnie na to. Może w przyszłym miesiącu. Raczej po wypłacie. Teraz nie dam rady. 

Jesteśmy mistrzami wymówek, zwalania odpowiedzialności i decyzji na innych. Nie chcemy ryzykować. Tylko wiecie.... bez ryzyka nie ma zabawy. Ryzykujemy wychodząc z domu każdego dnia, pijąc wodę, odbierając telefon czy wkładając klucz do zamka. Ryzyko jest wbudowane w nasze życie i można się z tym albo pogodzić, oswoić i korzystać z życia albo unikać ryzykownych sytuacji i życie przeżyć. 

Jako że jestem zwolennikiem filozofii środka to staram się wszędzie szukać balansu i nie przesadzać w żadną stronę. Tak też jest z ryzykiem. Najpierw kalkuluję wszystkie za i przeciw, oceniam możliwości i skutki uboczne. Wchodzę w coś jeśli ocena wyjdzie ogólnie na plus. Chyba że poniosą mnie emocje, też tak bywa chociaż staram się nimi nie kierować bo to źli doradcy. Są jak perfumy - ulotne. Trzeba się opierać na czymś bardziej stabilnym. Nie możemy jednak ciągle unikać okazji. Mijać ich jak dalekich znajomych, spuszczając w zawstydzeniu wzrok i nie mówiąc ani słowa. Okazje są po to aby z nich korzystać.

Oczywiście może być tak, że spróbujemy czegoś co nam zaszkodzi albo po prostu wpłynie negatywnie na nasze życie. Posłużę się przykładem.
Poznajemy osobę, która jest dla nas atrakcyjna, umawiamy się z tą osobą raz, drugi, trzeci. Zaczynamy być razem po czym okazuje się, że ta druga osoba jest dla nas niedobra. Bo bije. Bo Pije. Bo kłamie. Obojętnie - zwyczajnie nie dobra. Kończymy to i plujemy sobie w brodę za zmarnowany czas. Wypominamy sobie kiepską decyzję powtarzając ''Na co to było, trzeba się było trzymać od niego/niej z daleka''.
Scenariusz bardzo prawdopodobny jednocześnie absolutnie niemożliwy do przewidzenia. Bo mogło być tak, że ten mężczyzna czy kobieta okaże się miłością naszego życia.


Uwierzcie mi, nie spodziewałam się, że ten skacowany i niedogolony chuderlak, którego poznałam 11 lat temu zostanie moim mężem i największym przyjacielem i że nie jestem w stanie znieść wyobrażenia o życiu bez niego bo nie widzę w nim ciepła i radości. Nie mogłam przewidzieć, że tak będzie.

Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji

Ryzyko jest elementem życia. Podejmujemy je każdego dnia i dlaczego pozwalamy sobie na ryzyko w kwestii pierdółek jak kupno książki, która może nam się nie spodobać, a odmawiamy sobie ryzykowania w większych, ważniejszych kwestiach? Bo konsekwencje będą większe? Owszem ale równie nieprzyjemne może być zadręczanie się myślą, że mogliśmy coś zrobić, a tego nie zrobiliśmy. Poza tym korzyści mogą być również większe.

Uwierzcie mi, w życiu popełniłam mnóstwo złych decyzji od zaufania nieodpowiednim osobom po wybór pomadki. Za każdym razem byłam na siebie zła ale nie mam do siebie o to żalu. Gdybym nie spróbowała nie wiedziałabym, że ktoś jest zawistną świnią, a matowa pomadka naprawdę mi nie pasuje.

A Wy ryzykujecie?


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

  1. great post, very informative. I wonder why the other specialists of
    this sector don't realize this. You must continue your writing.
    I am confident, you have a huge readers' base already!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty