Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Auschwitz Birkenau - czego nie wiedziałam o Oświęcimiu

Nigdy nie byłam dobra z historii. Do tej pory nie wiem dlaczego w klasie maturalnej w mojej głowie pojawił się pomysł pisania matury właśnie z tego przedmiotu. Na szczęście w porę oprzytomniałam i zmieniłam na geografię po czym okazało się, że nie wiem co to stratosfera 😜
Nie jestem w stanie spamiętać dat, kto kogo i dlaczego najechał. Jedyne co utkwiło w mojej głowie to data bitwy pod Grunwaldem i wybuchu Pierwszej Wojny Światowej. Kiedy się skończyła nie mam pojęcia. 
Jako taki historyczny tłumok pojechałam do Oświęcimia. Żeby nie było - wiedziałam, że coś takiego istniało, co się tam działo i dlaczego się działo. Bardzo ogólnie jednak i bez głębszego zastanawiania się nad tym.

Bardzo spodobała mi się cała formuła zwiedzania. Po obozie chodzi się w grupach, z przewodnikiem, który mówi do mikrofonu, a każdy uczestnik ma swoje własne słuchawki. Zwiedzanie jest szybkie ale treściwe. Nam trafił się rewelacyjny przewodnik, który był fascynatem tematu II Wojny Światowej i dopowiadał wiele ciekawostek.

Zwiedzanie podzielone jest na dwie części, na obóz w Auschwitz oraz  drugi obóz w Birkenau. Między jednym, a drugim kursuje autobus, można oczywiście przejechać się samochodem ale nie polecam bo ciężko tam  z parkowaniem. Całość trwa 3,5 godziny i jest to bardzo intensywne 3,5 godziny. 

Nie polecam dla osób mających problem z szybkim poruszaniem się, dla osób na wózkach (dużo schodów, progów i wąskich drzwi) i dla osób z małymi dziećmi. Na stronie, na której dokonuje się rezerwacji, jest wyraźna informacja, że nie zaleca się przychodzenia z dziećmi do lat 14. W naszej grupie niestety były pary z dziećmi kilkumiesięcznymi i kilkulatkam. Dzieci absolutnie nic z tego nie wyniosły, a utrudniły życie swoim rodzicom i reszcie zwiedzających. Wyły, wrzeszczały i biegały. Zagłuszały skutecznie przewodnika, chciały wszędzie wejść i odmowa spotykała się z jeszcze głośniejszym sprzeciwem. Poza tym zwyczajnie się bały bo dzieci o wiele lepiej niż dorośli wyczuwają atmosferę. Według mnie jest to miejsce, w którym należy mieć szacunek do tego, co miało tam miejsce i umieć się zachować. Dzieci z racji tego, że są dziećmi tego nie potrafiły, a ich rodzice mieli to gdzieś. Po jakimś czasie ktoś zwrócił im uwagę i budynki zwiedzało tylko jedno z rodziców, a drugie pilnowało pociechy na zewnątrz. Na drugiej części zwiedzania już ich nie było. Według mnie nie miało to sensu bo co oni z tego wynieśli?

Ja wyniosłam bardzo dużo. Przede wszystkim ogromny podziw dla ludzi, którzy to przeżyli w tym dla Witolda Pileckiego, który był takim kozakiem, że dobrowolnie poszedł do obozu, zorganizował ruch oporu po czym uciekł!
Nie wiedziałam o tym, że to co działo się w obozie było utajnione, a więźniowie musieli pisać listy do rodzin, w których zapewniali, że wszystko jest w porządku. Nie wiedziałam, że byli zwodzeni, że po opuszczeniu wagonów bydlęcych idą się umyć po czym zostaną nakarmieni, a w rzeczywistości trafiali do komory gazowej. Nie wiedziałam, że z włosów ofiar robiono mnóstwo rzeczy, w tym usztywnienie do kołnierzyka. Nie miałam pojęcia o selekcji więźniów na różne grupy, w tym na świadków Jehowy czy homoseksualistów. Nie wiedziałam, że Polacy byli drugą grupą zaraz po Żydach, która była systematycznie mordowana.

Przyznaję niezbyt chętnie, że podziwiam Niemców, którzy to zorganizowali. Za utrzymanie tajemnicy, za organizację całego przedsięwzięcia, za dyscyplinę. To bardzo niechętny podziw ale jednak. Na szczęście wojnę przegrali i obóz przestał pełnić swoją przerażającą funkcję.

Zastanawiałm się czy w obecnych czasach byłoby możliwe powstanie takiego miejsca. Mamy wszechobecny dostęp do informacji, świat jest już gęściej zaludniony, są kamery satelitarne i inne wynalazki techniki i nie sądzę, żeby dałoby się ukryć tak gigantyczne przedsięwzięcie. Chomicki mnie oświecił, że podobno istnieją takie obozy w Korei. Nie wiem jak to jest możliwe? Świat godzi się na to w obawie przed arsenałem atomowym  jaki posiada ten mały skośny Jakiś Tam Un? 

Zobaczcie jak silnym motorem działania, czy raczej jego braku, jest strach.

































Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

  1. Jeżeli chodzi o Koreę to owszem, są tam obozy i ba! W googlach podobno je nawet widać (osobiście nie sprawdzałam). Też zachodzę w głowę czemu świat na to pozwala. Z drugiej strony siedzę trochę w kulturze Korei (hobbystycznie) i możliwe, że nawet gdyby ofiarowano tym ludziom pomoc, oni by jej nie przyjęli... Oni od małego, mają tak wyprane mózgi, że są przekonani o cudowności swojego kraju i dowódcy. Są różne relacje ludzi którym udało się uciec i te opowieści mrożą krew w żyłach...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty