Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka



Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.

Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.

Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.

Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesympatyczna kandydoza układu pokarmowego, wywołana antykoncepcja hormonalną (ah być jedną na milion... :P). Zmiany poziomu hormonów spowodowane zbliżającą się miesiączka już wpływają na moje samopoczucie i stan organizmu, a co dopiero mówić o burzy hormonów w czasie ciąży i karmienia. 

Wszystkie moje dolegliwości skupiły się w brzuchu, a gdzie rozwija się dziecko? No właśnie. Średnio widzi mi się sytuacja kiedy coś rozpycha się w moim i tak codziennie bolącym brzuchu.


Poza tym mam swoje lata. Wiem jak to brzmi w ustach 32 (już zaraz, już prawie) latki ale w kontekście pierwszego dziecka wesoło nie jest. Prawdopodobieństwo wystąpienia chorób jest dużo większe. Poza tym geny mam kiepskie więc nie jestem przekonana do przekazywania ich dalej. To nie wina nikogo z mojej rodziny. Przypadkiem spotkało się grono osób z takimi problemami zdrowotnymi i efektem tego spotkania jestem ja i cieszę się, że jestem :)

Zdaję sobie sprawę, że nie trzeba dziecka rodzić. Adopcja jest jak najbardziej chwalebna ale nie dla każdego. Podobnie jak skorzystanie z surogatki.

Moja rada dla kobiet niepewnych mieć bobasa, czy nie mieć: absolutnie nie rozmawiajcie z matkami. Moje koleżanki z pracy o macierzyństwie wypowiadają się tak, że celibat staje się kusząca opcją. 

O problemach z zajściem w ciążę. O dolegliwościach w jej trakcie. O porodzie. O braku szacunku lekarzy i położnych. O tym jak ciało się zmieniło i zdrowie posypało. O chorobach dzieci. O problemach ze żłobkami, przedszkolami, w szkole itd. 

Nasłuchałam się tyle złego, że nieśmiało wtrącone ''ale było warto'' zastanawia mnie czy one aby na pewno są normalne. Seriously. 

Słuchając tych kilku kobiet stwierdzam, że macierzyństwo to pasmo bólu, poniżenia, zmęczenia, problemów z pracą - jej zdobyciem i utrzymaniem, wydatków oraz wyrzeczeń.

Znam wiele osób dzieciatych ale wpływ tych kilku jest dominujący bo najwięcej z nimi przebywam i ich wizja posiadania dzieci jawi mi się jak najgorszy koszmar.



Pomijając to wszystko uważam, że nie każdy dzieci mieć powinien. Wyraźnie to widać na przykładzie kilku już w tym roku sytuacji, kiedy dzieciom stała się krzywda z rąk rodziców. 

Decyzja o posiadaniu dziecka powinna być wywołana głęboką potrzebą JEGO posiadania. A nie potrzebą dostania 500+. Nie tym że koleżanka ma, to ja też chcę. Nie tym, że tak wypada, że wszyscy mają. Nie tym, że rodzice naciskają bo chcą zostać dziadkami. Nawet nie tym, że partner nalega. Również nie tym, że związek się sypie i trzeba to jakoś naprawić. Albo że brak Ci celu w życiu i w sumie dziecko to jakiś pomysł na zabicie czasu. Nie wspomnę już o łapaniu faceta na dziecko bo to poniżej krytyki.

Dziecko to człowiek. Taki sam jak Ty. Też byłaś/łeś dzieckiem. Nie chciałabyś/chciałbyś dowiedzieć się, że Twoje pojawienie się na świecie było spowodowane którąś z wymienionych wyżej sytuacji.

Decyzja o dziecku to według mnie najpoważniejsza decyzja jaką można podjąć. To gigantyczna odpowiedzialność, która wielu przerasta. Nie jestem zwolennikiem teorii ''jakoś to będzie'', a na tym opiera się wiele decyzji o dziecku. Żebyście mnie dobrze zrozumieli - chodzi mi tylko o planowane ciąże, nie wpadki. Zresztą o wpadkach mam swoje zdanie. Jak człowiek nie chce wpaść to nie wpadnie. Swoje działania opieram na dewizie ''mierz siły na zamiary'' i tak powinno być w przypadku dziecka.

Niezmiernie wkurza mnie presja jaką czuję ze strony otoczenia. W pracy jestem niemalże szykanowana bo jeszcze nie jestem w ciąży. Rok po ślubie!
Teściowie przy każdym spotkaniu wspominają o wnukach, moja mama niby uważa, że ''chyba lepiej nie'' ale książeczki dla wnuków kupuje :)
Podejście do kobiet mówiących wprost, że dziecka mieć nie chcą jest... porażające. Poraża mnie poziom  ograniczenia osób oburzających się.
Wtrącanie się innych w tak prywatną i tak poważną decyzję w ogóle nie powinno mieć miejsca. Wybaczcie ale ja Wam w życie z butami nie wchodzę, wyjdźcie z mojego.

Na dzień dzisiejszy nie wiem czy chcę. Raczej nie. Wolałabym pieska preriowego. Zwierzę to nie to samo co dziecko. Oczywiście. Wymaga jednak podobnego poziomy zaangażowania i na takie mogę się zdecydować. Pieluchy, obolałe piersi, wrzaski i nieprzespane noce? Na razie podziękuję.

Mam nadzieję, że wyczerpałam temat. Jeśli nie to zapraszam do dyskusji w komentarzach.



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

  1. To jest tak dobre, że kamień z nerki. Jeśli o mnie chodzi, póki co, myśli o dzieciach spycham na odleglejsze plany i raczej mi się nie spieszy. Martwi mnie natomiast fakt istnienia tej ogromnej hipokryzji u kobiet, które całe życie wzbraniają się przed posiadaniem potomstwa, podają setki argumentów przeciw temu, mówią, że nigdy w życiu, że anemia, cukrzyca, niechęć do dzieci, brak pieniędzy, brak empatii a potem pchają się na siłę w tradycyjny model rodziny, bo tak nakazuje społeczeństwo (?) rodzina (?)...
    Takich rzetelnych tekstów nam wszystkim potrzeba!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ;) spodziewałam się kamieniowania i spalenia na stosie, a tu niespodzianka :) Tak się przyjęło w naszym społeczeństwie, że mężczyzna może jawnie mówić o tym, że nie chce mieć dziecka. Że nie chce go na razie i że nie chce go w ogóle. Kobietom nie wolno. Wkurza mnie to i frustruje ale nie zamierzam przez to siedzieć cicho ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam to samo, rok po ślubie, lat 23 i pytania (oraz głupawe sugestie) na temat dziecka. Bardzo mnie to wkurzało, bo chciałam dziecka, ale najpierw miałam do uporządkowania sprawy zdrowotne i zawodowe. Klasyk. I oczywiście nie chciałam się tłumaczyć każdej przypadkowej cioci czy koledze. Również klasyk. Ale najlepsze jest to, że niektórzy wysnuli z tego wniosek, że ja nie chcę i to także bolało. Rok później, czyli teraz, mam ten etap za sobą, jestem w ciąży. Myślę, że nie będę się już tak denerwować, kiedy ktoś zapyta o drugie dziecko. Zapytam go kiedy jego pierwsze, albo trzecie, ale nie będę się tłumaczyć, tak jak nie tłumaczyłam się przed pierwszą ciążą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzisz, lat 23 ☺ W tym wieku można jeszcze nie mieć dziecka, ale po trzydziestce to zdaje się obowiązek 😆
    Brawo za zdrowe podejście 😃
    Dużo zdrowia dla Ciebie i tego małego człowieczka 😀

    OdpowiedzUsuń
  5. Otoczenie zachowywało się, jakby było dokładnie odwrotnie. Jakby ślub = dziecko, jakby mnie ten ślub postarzył o 10 lat. To, że nie miałam prawa jazdy i studiów nagle zeszło na plan dalszy. Jejku. Moim zdaniem jest tak, że tego typu tematy poruszają ludzie, którzy nie mają wyobraźni i lubią ploty - widzą młodą mężatkę, to zapytają o dziecko, widzą kogoś, kto oblał prawko, to spytają kiedy znowu zdaje, zauważają, że jest samotny, to będą wypytywać czy się z kimś spotyka. A za życzenia dziękuję, bo właśnie kaszlę sobie w łóżku, mam nadzieję, że za kilka dni z tego wyjdę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. PS. Oczywiście jestem zdania, że nikt nie musi mieć dzieci i zupełnie mnie nie obchodzi, czy moi znajomi/członkowie rodziny się na nie zdecydują czy nie. Mam inne zainteresowania niż udawanie, że mam wpływ na cudze wybory :D I bardzo spodobał mi się Twój post, chociaż oczywiście współczuję problemów z brzuchem. Ja kilka razy w roku choruję na silne przeziębienie/zapalenie czegoś, a smarkanie to moja codzienność, bo mam krzywą przegrodę nosową. Innego typu problem, niż Twój, ale chyba podobny gabaryt. Mam jeszcze trochę badań w planie, żeby stwierdzić, czemu mam tak kijową odporność. To moja czwarta choroba w ciąży :/ Ale udaje się bez leków. Myślałam, że będzie gorzej, właściwie fakt bycia w ciąży nie zmienia wiele w tym, ja te choroby przechodzę, a i dziecku nic nie jest. No i nie lubię narzekać, więc nie widzę tego wszystkiego w czarnych barwach, mówię jak jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. Otoczenie ogólnie bardzo lubi się wtrącać, na co ja reaguję nieprzyjemnie bo tego nie lubię ale olać ich 😊
    Skrzywiona przegroda - znam ten ból 😃 katar non stop 😉

    OdpowiedzUsuń
  8. No, dokładnie, chusteczki zawsze z nami :P

    OdpowiedzUsuń
  9. I jak tu na wyjście wziąć małą torebunię skoro chuteczki się nie mieszczą? 😂

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja dzieci nie lubie- denerwują mnie samą swoją obecnością i nie chce ich mieć. Nigdy nie chciałam. Samego kontaktu z dziecmi unikam jak ognia piekielnego. Jak miałam 18 lat wszyscy mówili, że "muszę do tego dorosnąć", takie same teksty padały jak miałam lat 22, 25, teraz mam 28 i jakoś nie dorosłam. Niestety ale społeczeństwo nie potrafi zaakceptować tego, że kobieta może zwyczajnie "nie chcieć" dzieci w swoim życiu. A gadanie, że "na starość nikt ci szklanki wody nie poda" wkurza mnie dodatkowo. Po to mam sobie dzieci robić? Dla szklanki wody na starość? Sorry ale nie. Zatrudnie pielęgniarkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio gdzieś słyszałam, że japońscy naukowcy wynaleźli robota, który doskonale zastępuje pielęgniarki w domu opieki :) I tak argument o szklance wody upadł :)
      Nie musisz mieć dzieci, nie musisz ich lubić, to Twoje życie i żyj tak jak chcesz. Tak uważam i tego się trzymam ;)

      Usuń
    2. Tez słyszałam to większość swojego życia "zobaczysz będziesz starsza to ci sie zmieni" tu jeszcze wspomne ze decyzje ze nie chce mniec dzieci podjęłam w wieku 10 lat, dużo rzeczy sie na to złożyło. Teraz mam prawie 36, dalej ich nie chce, nie lubię, drażnią mnie. Presja otoczenia jest, tak jakby wszyscy oni nagle mieli stac sie szczesliwsi bo ja bede miala dziecko, szkoda tylko ze najmniej istotne w tym wszystkim jest to czego ja chce.
      A ja jestem najszczesliwsza psią mamcią :)

      Usuń
    3. O! Psią mamcią to mogę zostać ;)
      Właśnie to jest irytujące - masz mieć dziecko bo inni tego chcą. Co to w ogóle za podejście? Mnie absolutnie nie obchodzi czy ktoś ma dziecko czy nie, przy czym cieszyłam się kiedy moja przyjaciółka zaszła w ciążę bo wiedziałam jak bardzo jej na tym zależy.

      Usuń
  11. Ja tez nie chcę mieć dzieci. Tak mi się życie ułożyło, że dopiero zaczynam żyć dla siebie. Wcześniej miałam depresję, fobię społeczną i DDA. Teraz "życzliwi" wmawiają mi, że będę nieszczęśliwa jak nie zrobię sobie dzieciaka do 30, bo jak próbowali mi wmówić "kobieta po 30 wariuje jak nie ma dzieci". Jak potrzebowałam wsparcia to nie było nikogo, a teraz się wtrącają nieproszeni, bo nie żyję tak jak oni by to widzieli. Nie potrzebuję takich relacji. Zwłaszcza, że ktoś taki wmawia mi że nie mam rozumu, marzeń ani własnych pragnień, tylko kieruje mną instynkt do reprodukcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta po 30 wariuje jak nie ma dzieci? To mam przerąbane.... A może to wyjaśnia wiele rzeczy.... :P
      Instynkt reprodukcji jest silny i jest częścią naszego popędu. Chcemy współżyć po części dlatego bo ciało domaga się rozmnożenia, takie przedłużenie siebie, zapewnienie sobie nieśmiertelności ;p Nie tylko z tego powodu oczywiście, wiadomo :) ale jednak jest to taki pierwotny pierwiastek naszej natury.
      Duży szacunek za wyjście z depresji i reszty, wiem jakie to ciężkie. Życzę Ci wspaniałego życia skoro te złe rzeczy masz już za sobą.

      Usuń
    2. Dziękuję.
      Nie przejmuj się ludźmi w pracy. Nic na nich nie poradzisz. Nie warto zawracać sobie głowy tym na co nie masz wpływu. Szkoda czasu i zdrowia.
      Spróbuj może podsunąć jakieś zainteresowania swojej mamie. Jak będzie miała jakąś pasję to przekieruje swoje myśli i będzie miała swoje życie. Wtedy jedna osoba będzie z głowy.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty