Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #8 czyli nowości majowe i czerwcowe bo tak mi różowo

Dzisiaj mam dla Was zbiór nowości z maja i czerwca oraz polecajki do poczytania i pooglądania. Z opóźnieniem ale to u mnie już normalne 😀
Moją absolutną obsesją w maju stały się przekąski typu panini. Trafiłam na tą kanapkę przez przypadek,  byłam bardzo głodna,  a w kawiarni w której byłam umówiona z koleżanką nie było nic innego co wyglądało dla mnie na jadalne.  Spróbowałam więc i to jest to. Jem je co wieczór i ciągle  wprowadzam inne dodatki. Jednak mozzarella i rukola muszą być. To podstawa. Jednym słusznym dodatkiem wydaje się póki co  boczek. #teamboczek i tyle. Co gorsza w swój nałóg wprowadziłem Chomickiego i chyba będę miała na sumieniu nie tylko swoje nadprogramowe kilogramy.

Zabawne jest to,  że wcześniej wręcz nienawidziłam rukoli. Wydawała mi się obrzydliwa. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Liczę na to że suma pozytywnych właściwości wszystkich składników,  których używam do robienia panini będzie równoważyła ich wady

Zaczęłam zabawę w ogród na balkonie…

2016

No i mamy 2017. Od kilkunastu godzin panoszy się na świecie, mości gniazdo jak kokocha. Jest młody, niewinny i pełny wiary. Jaki był wobec tego 2016? 
Dla mnie pełen znaczących zmian w życiu. W ich efekcie było mnie dużo mniej na blogu, co nie wpłynęło wcale na ilość odwiedzin za co bardzo Wam dziękuję. 

 

Wyszłam za mąż co z perspektywy kilku miesięcy oceniam jako bardzo dobrą decyzję 😀 Czy po ślubie coś się zmieniło? Jeśli tak, to tylko na lepsze. Jesteśmy sobie jeszcze bliżsi, jeszcze bardziej doceniamy czas spędzony razem. Bardzo dobrą decyzja było samodzielne zorganizowanie ślubu i późniejszego przyjęcia. Było tak jak my chcieliśmy, bez ustępstw. Swoją drogą nigdy nie sądziłam, że wyjdę za mąż w pałacu 😃 


Późniejsza podróż poślubna okazała się strzałem w 10. Mieliśmy do wyboru kilka kierunków ale padło na Pragę i zdecydowanie warto było.
Kilka miesięcy temu pożegnałam się z moim futrzakiem. Wspominałam Wam w którymś momencie, że zachorował. Walczyliśmy długo ale nadszedł moment, w którym trzeba było pozwolić mu odejść. Nic co robiliśmy nie pomagało, męczył się coraz bardziej. Decyzja o uśpienia zwierzęcia, które traktowało się jak członka rodziny, przyjaciela, to najtrudniejsza decyzja jaka do tej pory musiałam w życiu podjąć. Nadal boli mnie serce, nadal widzę jego oczy, nadal czuje ciężar jego bezwładnego już ciała. Nikomu z Was nie życzę takich emocji, tego bólu i wątpliwości czy to była dobra decyzja. 


Zmieniając temat na mniej ponury stwierdzam, że w minionym roku dużo się we mnie zmieniło. Ogrom tych zmian był poparty pracą nad sobą, z czego jestem bardzo zadowolona. Niepostrzeżenie dla mnie zmieniło się też kilka rzeczy, o których nawet nie myślałam. Nauczyłam się żyć z moją chorobą, a nie pomimo niej. Dla mnie to naprawdę duży krok bo problemy ze zdrowiem ograniczały mnie znacząco przez ostatnie lata. Kiedy ktoś choruje poważnie na coś, co widać na pierwszy rzut oka, to wszyscy współczują, wspierają i starają się nie obarczać tej osoby zbytnio. Wiem jak to zabrzmi ale takim ludziom jest łatwiej chorować niż osobom takim jak ja, po których choroby w ogóle nie widać. Nie widać czyli jej nie ma, a ja się cackam ze sobą. Takie podejście początkowo bardzo mnie frustrowało, aż nauczyłam się tak układać życie, żeby choroba miała na nie jak najmniejszy wpływ, a ludzi dookoła i ich opinię mam w głębokim poważaniu. 
2016 dał mi pewne poczucie spokoju mimo wielu zmian. To nadal nie to, do czego dążę, ale jestem na dobrej drodze. Zastraszająco mało czytałam. Szczególnie w ostatnich miesiącach. Sterta książek do przeczytania nie ma końca, a ciągle pojawiają się nowe. Przespałam wiele świetnych filmów i nadal nie wiem jak się skończyły 😉 Bilans czytelniczo filmowy jest grubo na minusie w tym roku.
Postanowienia na 2017? Nie mam. Są za to plany. Kupno mieszkania (nic nie wiąże ludzi tak jak kredyt, więc badany ze sobą jeszcze bliżej 😉). 
Realizacja mojego planu B, który ostatnio staje się coraz ważniejszy i bardziej realny, co najbardziej mnie zaskoczyło. Na razie sza, bo nie lubię mówić o czymś, do czego nie mam 100% pewności, że się uda. A może po prostu nie chcę zapraszać. Moje umiejętności pozytywnej afirmacji jeszcze nie są tak dobrze rozwinięte jakbym chciała 😉. 
Zamierzam być częściej na blogu, więcej czytać, obejrzeć zaległe sezony Grey's anatomy i przepadać na godziny w Simsach. Pojechać tam, gdzie mnie jeszcze nie było i robić rzeczy, których jeszcze nie robiłam. Chciałabym rozciągnąć dobę, żeby mieć na to wszystko czas ale wiem, że to niemożliwe więc zamierzam znaleźć złoty środek, równowagę między tym wszystkim. 
Życzę nam wszystkim wspaniałego 2017 roku 😄

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty