Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Łupie mnie w kręgosłupie


Coś mi wczoraj ''weszło'' w plecy i utrudniło życie na kilka godzin. Niby nic ale próby schylenia się czy podniesienie czegoś cięższego były zabawne. Szybkie przejście przez pasy to był już prawie rajd Paryż - Dakar. Dzisiaj jest o niebo lepiej ale nadal czuję, że mam plecy ;) 
Kilka miesięcy temu źle stanęłam i nadwerężyłam sobie kostkę. Nie bolało specjalnie. Wtedy. Teraz dokucza przy każdej zmianie pogody.
Jeszcze nie tak dawno temu takie sytuacje mi się nie zdarzały. A może zdarzały ale nie zwracałam na to uwagi?

Z wiekiem zmienia się TAK dużo. Mając lat naście możemy prawie wszystko, a często nie chce nam się nic. Pamiętam jak w tym wieku często nie wychodziłam z domu przez kilka dni, bo po co? Miałam czas. 

Teraz jestem świadoma upływającego czasu (na litość boską! dopiero był poprzedni weekend, a to już piątek!!!) i staram się nie przepuszczać go przez palce. Wychodzi różnie. Tym bardziej, że już nie wszystko mogę. Znam swoje ograniczenia i nie szarżuję jak kiedyś. A jeśli szarżuję to z pełną świadomością konsekwencji.



To właśnie mi się podoba w tym całym starzeniu się: wzrost świadomości. Zarówno samoświadomości, jak i świadomości wszystkiego dookoła. Ok, ciało się zmienia i nie ma co rozpaczać z tego powodu. Co tam parę zmarszczek?

Moja koleżanka ostatnio oburzyła się usłyszawszy, że ma zmarszczki. Po 30-stce ciężko ich nie mieć, tym bardziej mimicznych, o które tym razem chodziło. Inna z kolei przeżywa, że skończyła czterdziestkę, której absolutnie po niej nie widać. Ma tak klasyczną urodę, że tylko pozazdrościć, a po zachowaniu to czasami i trzydziestki bym jej nie dała...

Obie frustrują się czymś, na co nie mają wpływu. Ja wolę docenić to, co dały mi minione lata. Znam lepiej siebie, wiem jak wykorzystać swoje zalety, jak zamaskować wady, na co mnie stać, a na co nie mam się co porywać. Mam nieskromne wrażenie, że wyglądam coraz lepiej, a już na pewno czuję się coraz lepiej we własnym ciele.

Co z tego, że strzyka mnie tu i tam? 

Narzekając na niedostatki ciała zapominamy o zdobytym doświadczeniu, o dojrzałości, o wszystkim co za nami i co sprawiło, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Może warto na tym się skupić?  A nie na tym, że czegoś nie możemy?



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty