Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Share Week 2016 czyli co Suseł poleca



Share week czyli blogerzy polecają blogerów. Idea rewelacyjna, w końcu każdy kto pisze, również coś czyta. Przynajmniej powinien ;) Suseł również poczytuje od czasu do czasu, zazwyczaj z doskoku ale zawsze z uwagą ;) Zazwyczaj rano przy myciu zębów albo w czasie przerwy w pracy. 
Jest kilka blogów, które czytam regularnie i te chciałabym Wam polecić. Nie będę oryginalna. Podejrzewam że większość z nich znacie. 
Trzymając się oryginalnej formuły powinnam wspomnieć tylko o trzech blogach ale... no... jak??? No way, nie będę się ograniczać.





Greentime.pl prowadzi  niesamowita kobieta. Prowadzi tak, że zaglądam tam regularnie od mniej więcej 7-8 lat. Blog na własnej domenie funkcjonuje od 2012, wcześniej podpięty był pod Wirtualną Polskę i tam właśnie na niego trafiłam.
Kaśka pisze tak, że trafia gdzieś głęboko. W dodatku z tak ogromnym poczuciem humoru, że przed lekturą radzę się zaopatrzyć w paczkę chusteczek higienicznych bo będziecie ryczeć ze śmiechu. Wielka szkoda, że pisze tak rzadko. Kocham ją i wielbię do czego i Was gorąco namawiam. Poczytajcie o Borsuku który zawładnął jej życiem i o którego walczyła do upadłego. Śledziłam każdy krok ich drogi i nie raz poryczałam się jak... no jak baba :) Bez względu na to czy pisze poważnie czy nie, czytam z zapartym tchem raz. Potem drugi i czasem trzeci dla czystej przyjemności.




Simplife.pl czyli oczywista oczywistość w moich poleceniach :) Już sam fakt, że biorę udział w jej Wiosennym Wyzwaniu świadczy o tym, że jestem jej fanką.
Na bloga trafiłam przypadkiem, na tyle dawno temu, że nie pamiętam nawet jak to się stało. Trafiłam i zostałam. Natalia ogromnie mnie motywuje, zmusza do zatrzymania i zastanowienia. Prowokuje do zmian, nakłania do pracy nad swoim wnętrzem. Pisze o jodze, o pracy nad sobą właśnie, o jedzeniu, o świadomym życiu, o wielu sprawach, które dopiero sobie uświadamiam i nad którymi chcę popracować. Nie ukrywam wcale, że blog Natalii był motywacją do powstania mojej akcji Pimp the Suseł ;)
No i o moim ukochanym minimalizmie jest ;)



Jak już o minimalizmie wspominam to nie mogę pominąć Simplicite. Blog Kasi uczy mnie życia w rytmie slow. Pokazuje, że się da. Pokazuje, że można życie dostosować do siebie, a nie siebie do życia.
Znajdziecie tam ogrom wartościowych tekstów o minimalizmie. Jest moją bazą, moją podstawą do budowania własnego minimalistycznego życia we własnym tempie.
W przeciwieństwie do poprzedniczki, składnia mnie bardziej do pracy nad zewnętrzem, tym co mnie otacza :) Po lekturze niektórych wpisów Kasi i obejrzeniu zdjęć jej przepięknego i prostego bardzo mieszkania, zabrałam się za porządkowanie mojej przestrzeni życiowej. Jej cykl ''Szafa Minimalistki'' pomógł mi opanować odzieżowy chaos, który panował w mojej szafie. Mogę śmiało powiedzieć, że właśnie Simplicite zmotywowało mnie do uporządkowania mojego bałaganu.




Tym razem z zupełnie innej beczki. Martapisze z minimalizmem nie ma nic wspólnego :) Wręcz przeciwnie, jest maksymalistką. Przynajmniej w moim odczuciu. Jest tak maksymalnie pozytywna, że zaraża tym wszystkich dookoła. Nawet za pośrednictwem komputera. Pisze dużo, nawet bardzo. Dzięki niej uczę się dostrzegać pozytywy nawet w najbardziej gównianej sytuacji.
Prowokuje do aktywności fizycznej, której nie jestem największą fanką ale zaczynam dostrzegać jej korzyści. Wywołuje uśmiech na twarzy i sprawia, że mi się chce nawet w gorszym dniu.





I wreszcie last but not least ;) 
Blog DrLifestyle oscyluje wokół tematów dietetyki, właściwego odżywiania się i dbania o sobie od środka. Monikę nosi po świecie i uwielbiam czytać jej opowieści o podróżach. W ogóle uwielbiam ją czytać. Bez względu na to jaki temat poruszy, a porusza ich sporo. I dobrze bo zawsze jest ciekawie ;) Właśnie dzięki Dr Monice zaczęłam jeść musli, które kiedyś uważałam za paszę dla zwierząt. Ciężko mi objadać się niezdrowymi rzeczami, kiedy widzę u  niej zdrowe i dietetyczne pyszności ;) Jakieś takie wyrzuty sumienia mam? Zgagę raczej...



To by było na tyle. Wyszło bardzo feministycznie chociaż do feminizmu mi daleko ;) Same baby ale za to jakie! Zajrzyjcie do nich, naprawdę warto.


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, kiedy nie ma go na blogu.


Komentarze

Popularne posty