Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #8 czyli nowości majowe i czerwcowe bo tak mi różowo

Dzisiaj mam dla Was zbiór nowości z maja i czerwca oraz polecajki do poczytania i pooglądania. Z opóźnieniem ale to u mnie już normalne 😀
Moją absolutną obsesją w maju stały się przekąski typu panini. Trafiłam na tą kanapkę przez przypadek,  byłam bardzo głodna,  a w kawiarni w której byłam umówiona z koleżanką nie było nic innego co wyglądało dla mnie na jadalne.  Spróbowałam więc i to jest to. Jem je co wieczór i ciągle  wprowadzam inne dodatki. Jednak mozzarella i rukola muszą być. To podstawa. Jednym słusznym dodatkiem wydaje się póki co  boczek. #teamboczek i tyle. Co gorsza w swój nałóg wprowadziłem Chomickiego i chyba będę miała na sumieniu nie tylko swoje nadprogramowe kilogramy.

Zabawne jest to,  że wcześniej wręcz nienawidziłam rukoli. Wydawała mi się obrzydliwa. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Liczę na to że suma pozytywnych właściwości wszystkich składników,  których używam do robienia panini będzie równoważyła ich wady

Zaczęłam zabawę w ogród na balkonie…

Na razie się lubimy, a potem zobaczymy



Jedną ze składowych minimalizmu jest ograniczenie lub wyeliminowanie szkodliwych dla nas relacji. Tak w bardzo dużym uogólnieniu. Gorzej jeśli z różnych powodów nie możemy tego zrobić. Życie układa się różnie i czasami jesteśmy skazani na kogoś. Pracujemy razem, mieszkamy czy łączą nas inne zależności. Co wtedy? Wiele osób mówiących czy piszących o minimalizmie podkreśla rolę pozbycia się toksycznych znajomych w ich drodze do ideału minimalistycznego życia. Piszą jakie to ważne i ile im dało. Oczywiście coś w tym jest. Sama zrezygnowałam ze znajomości, które mnie męczyły. Czasem z żalem i trudem bo kogoś lubiłam, ze wzajemnością nawet ale ten nasz kontakt nikomu nie dawał nic dobrego. Kiedyś było między nami rewelacyjnie ale z czasem zmieniło się tak, że nie widziałam sensu w ciągnięciu tej znajomości. Owszem, bywało że ktoś, kogo kiedyś nie znosiłam, okazywał się wspaniałym człowiekiem.

Każdego dnia w pracy spotykam się z pewną Udręczoną Matką Marudzącą. Mimo że dziecko było jej świadomą decyzją i największym pragnieniem życia to nadal nie potrafi się pogodzić z brakiem czasu i zmianami w życiu. Dziecko jest na świecie od dobrych paru lat, a jej rozgoryczenie tylko się pogarsza. Objawia się jej to w bardzo nieprzyjemny sposób, żałuje każdemu wszystkiego. Narzuca swój styl życia każdemu w zasięgu głosu i osadza każdą odmienność. Po jakimś czasie staje się to zwyczajnie męczące dlatego ograniczam nasze kontakty do minimum. 
Na dodatek zazdrości. Każdemu czegoś. Mi wolności bo tak widzi życie bez dziecka i wolnego czasu bo przecież co ja takiego robię poza pracą skoro dziecka niet. Innym prawa jazdy bo chciałaby mieć ale się boi więc lepiej zazdrościć niż się zebrać w sobie i je zrobić. Wzrostu. Wykształcenia. Figury. Ubrań. Butów. Narzuca na siebie tyle ograniczeń, że czasem zastanawiam się jak ona funkcjonuje. 
Nie wychodzi z domu po 20. Nie wychodzi bez męża. Nie nosi dekoltów bo mąż może się czepiać. Nie pije alkoholu bo ma dziecko. Ubiera się w chińskim markecie bo ma dziecko. Nie bierze wolnego bo dziecko może zachorować. Nie ogląda telewizji bo dziecko. Nie .... bo nie. Widzę jej totalny brak radości z życia i mimo, że drażni mnie jak mało kto, to zwyczajnie mi jej szkoda. Takie życie bez żadnych radości to nie życie. To wegetacja. To przetrwanie jednego dnia po to, żeby móc przetrwać kolejny i kolejny i kolejny... Nie jestem za tym, żeby żyć tylko dla przyjemności ale tak nic, zero, nada? Przecież w życiu jest tyle dobrych rzeczy, tyle dobrych i przyjemnych chwil. Jak można nie chcieć tego dostrzegać? 
Czuję wyraźnie, że ta relacja mi szkodzi. Lubię swoją pracę, lubię ludzi z którymi pracuję. Nawet wtedy kiedy szef marudzi, kiedy zapierniczamy jak małe samochodziki bo jest tyle roboty, kiedy snujemy się bez celu bo nie ma co robić. Lubię w niej wszystko. Poza NIĄ. Jest skazą, która psuje obraz całości.
Nie mogę nic zrobić z tą relacją. Dawałam jej szansę za szansą i nie wykorzystała ani jednej. Jak widać, nie da się żyć tak do końca w duchu minimalizmu ;) Życie nie jest idealne, nie wszystko może być tak, jak się chce.
 
____________________________________________________
Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, kiedy nie ma go na blogu.
 

Komentarze

Popularne posty