Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Postanowienia noworoczne



Postanowienia noworoczne to bardzo modny ostatnio temat. Zresztą jak zawsze na początku roku. No właśnie, każdy początek to bardzo dobry moment na obiecanie czegoś. Sobie lub komuś. Na pewno to znacie: ''od nowego roku zaczynam się odchudzać'', ''od poniedziałku nie palę''. Z czystej wygody planujemy różne zmiany w życiu od początków. Od początku tygodnia, roku, nowej pracy, dnia urodzin. Zakładamy że nam się uda więc latowej będzie później policzyć od kiedy udaje nam się to realizować. Np. ktoś rzuca palenie od poniedziałku. Po jakimś czasie może z dumą (a jakże!) powiedzieć, że nie pali od 6 tygodni. Gdyby zaczął od czwartku to kalkulacja byłaby utrudniona, byłoby nie palę od 5 tygodni i 3 dni. Lubimy iść na łatwiznę więc czemu tutaj sobie nie ułatwić? :) 
Początki poza tym mają w sobie coś magicznego. Wydaje nam się, ze jak zaczniemy w tym właśnie momencie to na pewno nam się uda. Odpowiedzialność za powodzenie przekładamy na bliżej nie sprecyzowane siły. Skoro one działają to my nie musimy się już tak starać. I przez to właśnie w pewnym momencie odpuszczany i szlag trafia całe postanowienie. Jeśli ktoś się zaweźmie, uprze i zdaje sobie sprawę, że tylko od niego zależy sukces w realizacji postanowienia, to prawdopodobnie mu się uda. 
Sęk w tym, że większość ludzi nie chce się zmieniać. Tzn. chce coś zmienić ale bez wkładania w to wysiłku i bez rezygnowania z czegoś. Najlepiej, żeby to się samo stało. Przykro mi. Nic nie dzieje się samo. Nie ma jakiejś wielkiej siły, które zmieni nasze życie na lepsze. Musimy sami się postarać. Nikt za nas nie schudnie, nie rzuci palenia, nie znajdzie lepszej pracy/partnera/mieszkania. Wszystko zależy od nas. Trzeba być wobec siebie terrorysta, bez możliwości negocjacji. Jeśli w czasie ostrej diety zjemy snickersa i obiecamy sobie, że odpokutujemy go na siłowni, biegając czy idąc na długi spacer to musimy to zrobić. Nie odkładać na później bo w tym czasie ten snickers odkłada nam się w biodrach. Już, teraz. Dając sobie dyspensę musimy ponieść jej konsekwencje. Dając ją zbyt często musimy być świadomi, że sami sabotujemy własny plan. 
Na drodze do naszego sukcesu stoimy my. Nikt nam nie utrudnia tak, jak my sami. Proponuję dopisanie do listy postanowień noworocznych ''nie będę własnym wrogiem'' i życzę Wa powodzenia w realizacji tego postanowienia. 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty