Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

2015


To był dobry rok. Zaczął się kiepskim nastrojem, kończy dużo lepszym, uogólniając był dobry. Jest co wspominać ;)
Przeczytałam 103 książki, obejrzałam 72 filmy plus setki (seriously) odcinków różnych seriali, nie wspominając o tych, które przespałam :D. Byłam w kilku miejscach, które chciałam zobaczyć, zrobiłam rzeczy, które chciałam zrobić.
Poznałam wiele nowych smaków i kombinowałam kulinarnie, co w moim przypadku jest nowością. Wyjście poza bułkę z serem to naprawdę sukces ;) Wypiłam hektolitry kawy, wiele w naprawdę świetnym towarzystwie.
Poznałam nowych ludzi, zaręczyłam się i intensywnie nad sobą pracowałam. Śmiało mogę określić rok 2015 jako rok pracy nad sobą. Nie wiem skąd wzięła mi się ta potrzeba ale zadowolona jestem z jej pojawienia się i z efektów, które moja praca przyniosła. Lekko nie było bo oporny ze mnie suseł.
Od roku wprowadzam w swoje życie minimalizm. Nadal się go uczę, pracuję nad tym każdego dnia. Po roku mogę już śmiało powiedzieć, że wiem o czym mówię :) Minimalizm ma mnóstwo plusów. Wprowadził w moje życie prostotę, lekkość, porządek. Ma też minusy. Ogromnie wzrosły moje wymagania zarówno w kwestii materialnej jak i niematerialnej. Zakupy to teraz koszmar, ich efekty są za to o wiele bardziej satysfakcjonujące. Nie znaczy to, że taka jestem mądra i nie popełniłam żadnych błędów. Popełniłam ich mnóstwo. Głównie jeśli chodzi o ubrania. Kupiłam kilka złych jakościowo rzeczy i kilka, które nie były mi tak koniecznie potrzebne ale zwyczajnie chciałam je mieć. Staram się ich nie żałować. Tego też nauczył mnie minimalizm.
Jestem zadowolona z tego roku i mam mnóstwo planów na 2016. Zamierzam zrealizować kilka marzeń z listy i wiem, że mi się to uda. Czeka na mnie duuuużo świetnych książek i filmów, mnóstwo miejsc do zobaczenia i rzeczy do zrobienia. Już się na to cieszę :) A Wy? Jakieś plany? Marzenia? Jakie by nie były, na pewno Wam się uda :) Ja w to wierzę i Wy też powinniście ;) 
Kusiło mnie stworzenie listy planów i rzeczy, które zamierzam zrobić w 2016. Jednak nie, nie robię. Lista marzeń wystarczy, po co przypisywać im konkretną datę. Trochę spontaniczności nie zaszkodzi, a ograniczając się tylko do punktów na liście można stracić z oczu inne, dużo ciekawsze opcje. Mam przeczucie, że to będzie fantastyczny rok ;)
No to, idziemy w...


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty