Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Life is perfect



Słyszałam dzisiaj w radiu, że 8 na 10 osób jest zadowolonych ze swojego życia. Zastanowił mnie tak pozytywny wynik. Szczególnie dlatego, że my - Polacy jesteśmy raczej ponurym narodem. Większość osób narzeka na swoje życie, więc 8 na 10  osób zadowolonych? Wyjaśniło się to w dalszej części wiadomości. Badanie było przeprowadzone wśród uczniów i studentów. Ha! Jasne, ze mając lat naście czy ledwo ponad 20 jesteśmy bardziej zadowoleni z życia. Nie mamy jeszcze na głowie domu, pracy, dzieci, rachunków, kredytów itd., itp. Od razu uprzedzam: bardzo teraz uogólniam. Nie biorę pod uwagę pojedynczych przypadków osób pracujących i wychowujących dzieci na studiach i żyjących na własny rachunek tuż po przekroczeniu pełnoletności,
Będąc w zasadzie na starcie dorosłego życia, widzimy przed sobą wiele dróg, szans, możliwości. Wszystko wydaje nam się możliwe. Mamy plany, marzenia i mimo, że wydaje nam się, że wiemy jak wygląda życie, to guzik wiemy ;) Poważnie, z perspektywy czasu stwierdzam, że mając lat 20 miałam siano w głowie ;)
Z biegiem czasu okazuje się, że nasze plany i marzenia w dużej mierze możemy między bajki włożyć albo ich realizacja będzie o wiele trudniejsza, niż planowaliśmy. Generalnie: stwierdzamy, że nie jest tak różowo. Robimy się poważniejsi ale też o wiele bardziej ponurzy i pesymistyczni. Gubimy gdzieś wiarę w w siebie, swoje możliwości. Nie chodzi mi o spadek samooceny do poziomu pantofelka, ale taki ogólny brak wiary w to, że coś nam się uda. Powodem jest (tak mi się wydaje) większa świadomość świata, siebie i swoich możliwości w tym świecie. Większa znajomość ograniczeń i czekających nas trudności. Z optymistów zmieniamy się w realistów. 
Jeśli czytacie mnie już jakiś czas to chyba wiecie, że jestem przeciwko takiemu podejściu. Uważam, że można bardzo wiele, trzeba tylko chcieć, uprzeć się i przeć do przodu. Nie twierdzę, że moje życie jest jedną wielką realizacją marzenia. Nie jest, ale się staram ;) i uparcie namawiam Was, żebyście też się starali.
Codzienność może przytłoczyć, może popsuć humor, może nawet wpędzić w depresję. Codzienność zabija w nas dziecko i to naturalne. Gratuluję i szczerze zazdroszczę ludziom, którzy mimo kilkudziesięciu lat na karku nadal mają w sobie wewnętrzne dziecko. Chciałabym tak, ale chyba nie potrafię. 
Bycie zadowolonym z własnego życia nie jest proste, nie jest czymś, co przychodzi naturalnie. Przynajmniej nie na początku. Jak wiele innych rzeczy, tak i to trzeba w sobie wypracować, wyćwiczyć. Jakoś tak dziwnie się składa, że to właśnie pozytywne rzeczy wymagają od nas pracy. Może i dobrze? W końcu bardziej doceniamy to, czego osiągnięcie wymaga od nas wysiłku. Osiągnięcie tego daje nam większą satysfakcję. Negatywne rzeczy przychodzą same i ciężko jest się ich pozbyć.
Trudno być zadowolonym z życia, kiedy mamy pełno problemów. Czasami wydaje się, że dochodzimy do punktu, kiedy po prostu wszystko jest nie tak i nie widzimy drogi wyjścia. Chyba każdy był w takim punkcie chociaż raz w swoim życiu. Później droga jakoś się znajduje i życie przestaje być tak okropne. Te dwa stany zazwyczaj występują na przemian. Sztuką jest, żeby w tych gorszych momentach nadal widzieć pozytywy.
Ja się staram ;) Nie jestem zwolennikiem tekstów motywacyjnych ale znalazłam dla siebie idealną na teraz pozytywną afirmację, czyli idealne hasło na dzień dobry i dobranoc. Life is perfect. Wierzę, że jeśli się uprę i będę to uparcie powtarzać, to tak będzie. Zresztą, jestem na naprawdę dobrej drodze ;) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty