Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Najgorzej wydane pieniądze w życiu


Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami moimi perełkami zakupowymi, z których jestem bardzo zadowolona. Jak każdy mam też na koncie wpadki finansowe, mniejsze lub większe. Generalnie zawsze podchodziłam do wydawania pieniędzy ostrożnie, każda decyzja była przemyślana. Jednak nie wszystko da się przewidzieć i właściwie ocenić. Na szczęście tego typu błędy nie zdarzają mi się często.
Po zakończeniu studiów, jako dumny posiadacz dyplomu magistra (w obrzydliwym, sraczkowatym kolorze), postanowiłam kontynuować swoją wiedzę i poszłam na studia podyplomowe. Nadal rozumiem przesłanki, które mną wtedy kierowały i przez to nie pluję sobie w brodę za tą decyzję. Nie za bardzo przynajmniej. Myślałam, że zdobędę papierek, dzięki któremu będę mogła prowadzić własną działalność (!), z domu (!) i być stosunkowo nadzianym Susłem. Ucieszyłam się, że nie muszę szukać podyplomówki w innym mieście, bo mają taką na uczelni, którą skończyłam. 
Po pierwszych zajęciach zaczęłam się zastanawiać czy to ma sens. Dalej brnęłam chyba z bezmyślnego uporu, że skoro coś zaczęłam, to muszę to skończyć. Okazało się, że ta konkretna podyplomówka była stricte dla osób już pracujących w zawodzie, które potrzebują wspomnianego wcześniej papierka. Dla kogoś, kto coś tam wie, ale potrzebuje poważnego pogłębienia wiedzy, była ona całkowicie bezużyteczna. Skończyło się tak, że z napisaną już pracą dyplomową zawaliłam ostatni egzamin (jak i cały mój rok) i nie zdecydowałam się na wyjazd do Szczecina na poprawkę. 

Wpadka numer dwa to przecudnej urody kawiarka Mukka Bialetti.
 Nasłuchałam się o niej na YT, naczytałam w necie, ciułałam grosik do grosika i w końcu kupiłam! Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla wielu ludzi wydatek około 250 zł to nie jest problem. Dla mnie jest to duża kwota, nad którą myślę przez kilka dni. I nocy. 
Mućka urzekła mnie swoim wyglądem. Miała być alternatywą dla  ekspresu ciśnieniowego, na który wtedy chorowałam i nadal choruję. Zachwalana przez kilkanaście osób, które uznałam za wiarygodne, poddana wielu analizom i testom, miała spełnić moje marzenia o aromatycznym cappuccino.
Złamała mi serce. Kawa z niej smakuje tak samo jak z najtańszego ekspresu przelewowego, nijak ma się do cappuccino z ekspresu ciśnieniowego. Dawałam jej szansę za szansą. Myślałam, że może wydziwiam, ale nie. 
Nie spełniła moich oczekiwań nawet w najmniejszym stopniu. Ładnie wygląda i dlatego jeszcze się jej nie pozbyłam.
To by było na tyle. Nie ma dramatu jak widać ;) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty