Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Miesiąc w zdjęciach #8



Za nami ostatni miesiąc wakacji. Było ciepło, w końcu! Wszyscy dookoła narzekali, że za ciepło, że upał. No ok, niektóre dni dobijały temperaturami, ale ile takich ciepłych dni w roku mamy? Trzeba się z nich cieszyć,a nie narzekać ;) Krótkie spodenki (no dobra, za kolano), sukienki, spódnice, krótkie rękawy i sandały. No i brak deszczu czyli w końcu torebka lżejsza o parasol. Jakby wrzesień był taki, byłabym szczęśliwa ;)



Miesiąc zaczęłam urodzinowo. Mój przecudowny tort made by Tęczowe torty. Gwarantuję Wam, że czegoś takiego jeszcze nie jedliście.


Trampki trzydziestolatki. Nie mogę się już doczekać, kiedy je założę. Póki co wybieram sandały.



Uśmiechnięty kubek, made my day :)

Efekt hulania na urodzinowym hula hop. Siniaki utrzymały się jakiś tydzień i nie zniechęciły mnie do dalszego kręcenia. Poczułam się znowu jak dzieciak.




Przez długie dni nie bardzo mogłam zasnąć. Pochłonęłam taką ilość książek, jak dawno mi się nie udało. Jestem z siebie dumna :D


Nosiło nas tu i ówdzie. W Łebie trafiłam między innymi na taki obrazek  ;)



A kawałek dalej na lekko zakurzonego pirata....



... i  najpiękniejsze w świecie foki.


Takie cudeńko znalazłam na jednym z placy zabaw. Jak dzieci mają być normalne, jak bawią się na czymś takim?



Późno wieczorny wypad na kawę, po którym  obudziłam się w nocy z sercem wygrywającym jakiś ostry, rockowy kawałek.  Kawa była  smaczna, jak zawsze w Columbusie, ale to zdecydowanie nie moja pora.




Mój śpiący książę....

... i jego niedoszła dziewczyna.


W Biedronce zawsze trafię na coś niespodziewanego. Czapka świnka ;)



Jak wszystkie blogerki, w Biedronce obkupiłam się w zeszyty. Jak to napuszenie brzmi ''jak wszystkie blogerki'' ;D



Spacer z moimi dziewczynami. Mała księżniczka testowała naszą cierpliwość wyrzucając z wózka co popadło. W końcu nie ma nic śmieszniejszego niż mama czy ciotka biegające za smoczkami itd.



Czasopochłaniacz nr 1.





Kolejne zdjęcia przesłane przez mamuśkę. Jak nie kochać gryzoni???



Jak nie kochać boczku? Pomijając walory smakowe jest po prostu piękny ;) Wiem, jestem dziwna ;)



Tym razem śmietankowe, chyba moje ulubione.


Miesiąc zakończył się awarią internetu, dlatego post trochę opóźniony, wybaczcie :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty