Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Little pleasures


Jeszcze kilka lat temu regularnie przestawiałam meble w swoim pokoju. W miarę możliwości oczywiście bo nie mam muskułów Pudziana i przestawianie ciężkiej szafy nie wchodziło w rachubę. W pierwszym mieszkaniu, które wynajmowaliśmy z Chomickim, co kilka miesięcy zamieniałam miejscami kanapę i stół. Niby nic, ale cieszyłam się jak dziecko. W obecnym mieszkaniu nie mam możliwości przestawienia czegokolwiek. Meble są koszmarem architekta wnętrz i któregoś razu po kilkudziesięciu minutach siłowania się z fotelami, poddałam się i zostawiłam wszystko w pozycji wyjściowej. Okazuje się, że nie tylko ja urządzałam sobie home makeover. To zdecydowanie domena kobiet. Nie znam faceta, któremu chciałoby się przestawiać szafki dla kaprysu.
Nie mogąc wyżyć się w tej dziedzinie, szukam innych możliwości. Niedawno z ogromną radością obcięłam sobie grzywkę ;P Mała rzecz, a naprawdę cieszy. Tym bardziej, że moje zabawy we fryzjera zazwyczaj kończyły się... hm..., tym razem wyszło rewelacyjnie. Ubyło mi kilka centymetrów, a czuję się jakbym miała zupełnie inną fryzurę. 
Zmierzam do tego, że powinniśmy sprawiać sobie takie małe przyjemności. Często. Nie za często jednak bo spowszednieją. Czasami wystarczy drobiazg, żeby zrobiło nam się przyjemnie. Dobra kawa wypita w trakcie przerwy w pracy, godzinka z ulubionym serialem czy przy grze. Jakaś mała przekąska, której nie kupujemy na codzień.
Ostatnio uprzyjemniam sobie życie Simsami. Nie potrafię już przepaść przy tej grze na kilka godzin, tak jak robiłam to jeszcze kilka lat temu, ale godzinka 2-3 razy w tygodniu świetnie mnie relaksuje. Wieczorami piję herbatę piramidkę z Liptona, jedyną która mi smakuje. Nigdy nie piję jej w ciągu dnia, to przyjemność zarezerwowana na wieczór i w ściśle ograniczonych ilościach.
Taka mała przyjemność może sprawić, że na cały dzień spojrzymy inaczej. Z każdej strony coś na nas naciska, czy to praca czy inne obowiązki. Każdy prędzej czy później zaczyna się czuć nieco... udręczony. Nie znoszę w sobie tego uczucia i dzięki takim małym przyjemnościom właśnie nie czułam go już od dawna.
Nie ważne, że w pracy zganiałam się jak dziki osioł, w domu czeka pranie i obiad sam nie chce się zrobić, a Chomicki wraca późno i nie będzie w formie, żeby w czymkolwiek mi pomóc bo w tym właśnie momencie robię/jem/piję coś co sprawia mi przyjemność, cała reszta nie ma znaczenia. Taki kolorowy przerywnik w szarej rzeczywistości.
Macie takie swoje małe przyjemności? Coś co sprawia Wam przyjemność i relaksuje w trakcie/po ciężkim dniu?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty