Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Kot na gigancie


Ten wpis będzie od Was wymagał nieco wyobraźni i mocnego pęcherza. Ewentualnie chłonnych pieluszek. Zaczynajmy...
Mój kot, jak na kota przystało, ma skłonności do ucieczek. Od jakiegoś czasu szczytem jego aktywności w tej kwestii jest zaszywanie się w swoim transporterze i pogardliwe spoglądanie na domowników, którzy latają po domu i go szukają. Dzisiaj za to wykazał się, że hej. Korzystając z okazji, że babcina koleżanka, która przyszła w odwiedziny, wychowała się w stodole i drzwi zamykać nie umie, czmychnął na klatkę. Sam nie bardzo wiedział co chciał tym osiągnąć i dokąd zmierzał,  utknął więc przy drzwiach sąsiadów, piętro niżej. Babcia na szczęście zorientowała się, że Młody zwiał i poleciała za nim. Podejrzewam, że w prędkości zejścia po schodach pobiła swój życiowy rekord. Dopadła dezertera i tu dopiero pojawił się problem. Moje słodkie kociątko zamieniło się w parskającą kulę z pazurami i zębami w zdecydowanie nadmiernych ilościach.  Stała więc biedaczka nad tym czymś i zastanawiała się jak to ugryźć. Na to napatoczyła się moja druga babcia i pośpieszyła z odsieczą. Po konsultacjach uznały, że kota przetransportują na górę w szlafroku ;) Babcia Ratowniczka pośpieszyła więc po tenże na górę po czym Babcia w Opałach zarzuciła go na kota. Absolutnie go to nie uspokoiło. Myślę też, że nie spodobało mu się kiedy został w tym szlafroku uniesiony w górę. Nadmieniam,  że kociątko waży ponad 10 kg ;) Żeby sytuację ubarwić powiem Wam, że Babcia w Opałach ma problemy ze stawami i wchodzenie po schodach nawet bez rozszalałego kota w objęciach nie jest łatwe. Weszła jednak. Popychana przez Babcię Ratowniczkę.
Widzicie to? Jedna staruszeczka popycha po schodach drugą staruszeczkę, która trzyma w ramionach podejrzanie poruszający się szlafrok, z którego wydobywają się wściekłe prychania, parsknięcia i wściekłe warczenie.
Ja wymiękam... :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty