Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Kot na gigancie


Ten wpis będzie od Was wymagał nieco wyobraźni i mocnego pęcherza. Ewentualnie chłonnych pieluszek. Zaczynajmy...
Mój kot, jak na kota przystało, ma skłonności do ucieczek. Od jakiegoś czasu szczytem jego aktywności w tej kwestii jest zaszywanie się w swoim transporterze i pogardliwe spoglądanie na domowników, którzy latają po domu i go szukają. Dzisiaj za to wykazał się, że hej. Korzystając z okazji, że babcina koleżanka, która przyszła w odwiedziny, wychowała się w stodole i drzwi zamykać nie umie, czmychnął na klatkę. Sam nie bardzo wiedział co chciał tym osiągnąć i dokąd zmierzał,  utknął więc przy drzwiach sąsiadów, piętro niżej. Babcia na szczęście zorientowała się, że Młody zwiał i poleciała za nim. Podejrzewam, że w prędkości zejścia po schodach pobiła swój życiowy rekord. Dopadła dezertera i tu dopiero pojawił się problem. Moje słodkie kociątko zamieniło się w parskającą kulę z pazurami i zębami w zdecydowanie nadmiernych ilościach.  Stała więc biedaczka nad tym czymś i zastanawiała się jak to ugryźć. Na to napatoczyła się moja druga babcia i pośpieszyła z odsieczą. Po konsultacjach uznały, że kota przetransportują na górę w szlafroku ;) Babcia Ratowniczka pośpieszyła więc po tenże na górę po czym Babcia w Opałach zarzuciła go na kota. Absolutnie go to nie uspokoiło. Myślę też, że nie spodobało mu się kiedy został w tym szlafroku uniesiony w górę. Nadmieniam,  że kociątko waży ponad 10 kg ;) Żeby sytuację ubarwić powiem Wam, że Babcia w Opałach ma problemy ze stawami i wchodzenie po schodach nawet bez rozszalałego kota w objęciach nie jest łatwe. Weszła jednak. Popychana przez Babcię Ratowniczkę.
Widzicie to? Jedna staruszeczka popycha po schodach drugą staruszeczkę, która trzyma w ramionach podejrzanie poruszający się szlafrok, z którego wydobywają się wściekłe prychania, parsknięcia i wściekłe warczenie.
Ja wymiękam... :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty