Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Terminator: Genesis


Zapewne zauważyliście, że do tej pory nie wypowiadałam się za bardzo na temat filmów. W każdym razie nie wspominałam o jakimś konkretnym. Przyszła i na to pora. Autentycznie nie mogę się powstrzymać bo jestem oczarowana, co zdarza mi się bardzo rzadko. Nie że filmy mi się nie podobają, ale rzadko na tyle, żebym chciała o tym mówić.
Terminator to film mojego dzieciństwa. Pojawiały się kolejne części, ja dorastałam i postrzegałam je coraz to inaczej. Jednak bez względu na wiek trzy pierwsze części bardzo mi się podobały. Kiedy wyszła część kolejna Terminator: Salvation oczywiście musiałam ją obejrzeć. Była ok. W zasadzie nie miałabym się do czego przyczepić gdyby nie Christian Bale. Nie lubię faceta. Nie lubię jego gry, a za zniszczenie w moich oczach wizerunku Batmana powinien dostać niezłe manto. Przeszkadzał mi w Terminatorze, jego John Connor był irytująco nijaki.
Tym bardziej ucieszyło mnie, że w Genezie jest całkiem inna obsada. Poza Arnim oczywiście, Arni musi być :) To jak w fabułę został wpisany jego wiek to po prosto majstersztyk, a jego przekomarzanie się z Kylem Reesem rozbawiło mnie do łez. Aktorzy dobrani są przecudownie! Sara Connor jest młodziutka, wydaje mi się, że młodsza niż wersja Lindy Hamilton z pierwszej części ale to już marginalna kwestia. Jai Courtney godnie zastąpił Michaela Biehna. Co nie było łatwe ze względu na to, że kilka scen było idealnym odegraniem tych z pierwszej części. Myślicie, że tak łatwo jest tak samo się ruszać, biegać i zapinać Najki? Ta wersja Johna Connora była zwyczajnie odpychająca. Tzn. ja tak odebrałam tego aktora. Być może był to celowy zabieg bo w końcu Connor nagle zmienia strony i przestaje być tym dobrym.
Aktorzy, aktorami ale fabuła! Kocham i uwielbiam filmy o podróżach w czasie. Im bardziej skomplikowane są zawirowania w czasoprzestrzeni, tym lepiej. Pokonał mnie tylko Primer. Może schemat stworzony przez moją przyjaciółkę Marię oraz jej męża jakoś pomógłby mi to ogarnąć, ale chyba mam na to za małą głowę ;)
Terminator: Genesis rzuca zupełnie inne spojrzenie na całą historię. A co jeśli ktoś przeniesie się w przeszłość przed pierwszym terminatorem i Kylem Reesem? A co jeśli nie będzie to jedyna podróż? Czy naprawdę każde nasze działanie ma wpływ na przyszłość?
Ilość możliwych wersji przyszłości i przeszłości może przytłoczyć, ale rozgryzienie kto, kiedy i jak jest w tym przypadku czystą przyjemnością. Obejrzałam raz i już mam ochotę na powtórkę. Albo dwie, żeby na pewno wszystko dostrzec :)
Oglądaliście? Jeśli nie to naprawdę polecam, obejrzyjcie.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty