Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Miesiąc w zdjęciach # 7

W tym miesiącu robiłam wyjątkowo mało zdjęć. Psujące się dosłownie wszystko jakoś nie nastroiło mnie pozytywnie do wynalazków techniki, postanowiłam więc zostawić je samym sobie.
Miesiąc zaczął się urlopem Chomickiego, względną pogodą i kilkoma wypadami tu i ówdzie. 


Zanim jeszcze pogoda się popsuła, a w naszym odcinku Bałtyku znalazła się bakteria e coli, udało mi się wykąpać. Tradycyjnie już jeździmy nad morze około 19-stej kiedy nie ma tłumu, słońce jeszcze nie zaszło, a woda jest fajnie nagrzana. W tm roku była.... znośna. 3 czy 4 dni słońca nie nagrzeją jej za bardzo.


Załapaliśmy się za to na kilka malowniczych zachodów słońca.


Na kilka długich spacerów.


Po których zdecydowanie musiałam odpocząć. Jednym z najlepszych momentów tego miesiąca był nasz wyjazd do Łeby. 



Jako dziecko je uwielbiałam. Teraz nadal ogromnie mnie śmieszą. Suseł w wersji baryłka :)


W związku z Chomicznym urlopem było dużo jedzenia.


Najlepsze burgery na świecie. Prawie dorównały tym z małej wiochy pod Szczecinkiem, którymi zachwycałam się lata temu.


Kolejne burgery. Wiem, jesteśmy kulinarnie nudni jak flaki z olejem ;)


Dużo w tym miesiącu czytałam skoro komputer odmówił współpracy, a pogoda była barowa. Najczęściej kończyło się to tak, że książka/Kindel lądował na ziemi, a ja budziłam się z nieprzyjemnie odciśniętymi okularami na nosie.


Przypomniało mi się dlaczego zdecydowałam się na zakup Kindla. Jakkolwiek bym nie kochała książek w papierowej wersji, to noszenie ich ze sobą jest męczące. Naszło mnie na Alex Kavę, a jej książki do cienkich nie należą.


Nadal ostro koloruję, kredki jakoś szybko mi maleją. Dobrze, że teraz wszędzie są przeceny na artykuły szkolne ;D


Miesiąc skończył się ulewą,w której przemokłam absolutnie do suchej nitki. Zanim dotarłam do pracy wyglądałam jak zmokła kura, pomimo parasola! Skończyło się to tak, że do domu wróciłam w nowych dresach i ''roboczych'' butach. Cóż....

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty