Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Miesiąc w zdjęciach # 7

W tym miesiącu robiłam wyjątkowo mało zdjęć. Psujące się dosłownie wszystko jakoś nie nastroiło mnie pozytywnie do wynalazków techniki, postanowiłam więc zostawić je samym sobie.
Miesiąc zaczął się urlopem Chomickiego, względną pogodą i kilkoma wypadami tu i ówdzie. 


Zanim jeszcze pogoda się popsuła, a w naszym odcinku Bałtyku znalazła się bakteria e coli, udało mi się wykąpać. Tradycyjnie już jeździmy nad morze około 19-stej kiedy nie ma tłumu, słońce jeszcze nie zaszło, a woda jest fajnie nagrzana. W tm roku była.... znośna. 3 czy 4 dni słońca nie nagrzeją jej za bardzo.


Załapaliśmy się za to na kilka malowniczych zachodów słońca.


Na kilka długich spacerów.


Po których zdecydowanie musiałam odpocząć. Jednym z najlepszych momentów tego miesiąca był nasz wyjazd do Łeby. 



Jako dziecko je uwielbiałam. Teraz nadal ogromnie mnie śmieszą. Suseł w wersji baryłka :)


W związku z Chomicznym urlopem było dużo jedzenia.


Najlepsze burgery na świecie. Prawie dorównały tym z małej wiochy pod Szczecinkiem, którymi zachwycałam się lata temu.


Kolejne burgery. Wiem, jesteśmy kulinarnie nudni jak flaki z olejem ;)


Dużo w tym miesiącu czytałam skoro komputer odmówił współpracy, a pogoda była barowa. Najczęściej kończyło się to tak, że książka/Kindel lądował na ziemi, a ja budziłam się z nieprzyjemnie odciśniętymi okularami na nosie.


Przypomniało mi się dlaczego zdecydowałam się na zakup Kindla. Jakkolwiek bym nie kochała książek w papierowej wersji, to noszenie ich ze sobą jest męczące. Naszło mnie na Alex Kavę, a jej książki do cienkich nie należą.


Nadal ostro koloruję, kredki jakoś szybko mi maleją. Dobrze, że teraz wszędzie są przeceny na artykuły szkolne ;D


Miesiąc skończył się ulewą,w której przemokłam absolutnie do suchej nitki. Zanim dotarłam do pracy wyglądałam jak zmokła kura, pomimo parasola! Skończyło się to tak, że do domu wróciłam w nowych dresach i ''roboczych'' butach. Cóż....

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty