Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Miesiąc w zdjęciach #6


Kolejny miesiąc w zdjęciach. Nie wiem kiedy ten czas zleciał. Mam wrażenie, że od ostatniego MwZ minęło kilka dni . Zresztą każdego dnia wieczorem jestem zaskoczona, że to już, że trzeba iść spać ;) Nie wyrabiam się z niczym, zasypiam o nieprzyzwoicie wczesnych godzinach i jestem w dalekim tyle jeśli chodzi o moje plany czytelnicze. Póki jeszcze za oknami było szaro i ponuro, a wyjście bez parasola groziło katarem, nic nie było w stanie przekonać mnie do wyjścia gdzieś po pracy. W weekendy zresztą też nie bardzo mi się chciało. Teraz za oknem słońce i ponad 20 stopni przez co mam problem z usiedzeniem w domu. Mimo zmęczenia ciągnie mnie w plener. Też tak macie?
Koniec tej gadki, przechodzimy do tematu spotkania.


Z troski o swój żołądek zdradziłam KFC. Czort wie czy Subway jest zdrowszy od KFC, ważne że smakuje tak, że się rozpływam. Niby nic takiego, zwykła kanapka, ale w domu za skarby świata nie potrafię takiej zrobić.


Wyprzedaż w jednym ze sklepów z chińszczyzną czyli Centro. Jak widać poszło prawie wszystko, między innymi obsługa. 


Tradycyjnie Darłowo, lody, piasek w butach, wiatr we włosach :)


Jedynie rano przed pracą mam czas na czytanie. Tzn takie dłuższe, na kilkanaście stron, a nie z doskoku co niestety zdarza mi się wieczorami. Nie ważne zimno czy ciepło, słońce czy deszcz, Kundel dzielnie mi towarzyszy. A ja dalej brnę przez życie z Harrym Holem i dobrnąć nie mogę.


Typowy stan kuchni w pracy. Znajdziecie tam wszystko czego dusza zapragnie. Dla mnie najbardziej atrakcyjny był długopis. Moje ktoś regularnie podkrada.


Dzień pracy zaczynam od kawy w moim kubku termicznym. W zwykłym już mi tak nie smakuje ;)


Codziennie rano mijam Menelowy Zakątek. Panowie całkiem nieźle się urządzili.


Ja też nieźle się urządziłam. W zasadzie nie się, a szafkę w kuchni. Na śmierć zapomniałam o resztce chleba. Pleśń  nie zapomniała...


Nie chcę wiedzieć co jest w tym chlebie, że stan końcowy to takie zielone i gąbczaste coś. W dodatku nie pachnące dobrze.


Bułeczki otrębowo-twarogowe wg przepisu koleżanki z pracy. Ona skutecznie się nimi odchudza, mnie zaciekawiły z racji wyglądu i zapachu. Wyżebrałam przepis, ulepiłam (czy tylko mi kojarzą się z kotletami mielonymi?) i upiekłam. Po jednym gryzie podziękowałam. Zostawiłam je mamie, która wymiękła po 2 sztukach. Smakowały za to babci, która jadła je przez trzy dni, a że ma problemy ze wzrokiem...


... nie zauważyła w nich nic niepokojącego. Podobno dziwnie smakowały ''a to białe to kruszonka?" :)


Chyba nie tylko ja chciałam mieć takiego Gizmo? :) 


 Mój tygrys taki zamyślony.


 A tu inny kociak z bardzo poważną chorobą, której efektem są mocno powiększone i ''tęczowe'' oczy. Wygląda jak mały alien i niestety niedługo będzie niewidomy.


Tradycyjnie zarządca budynku precyzyjnie podaje nam terminy wszelkich pomiarów... Nie zliczę ile razy zostałam zaskoczona przez kominiarzy/elektryków/facetów od gazu w niesprzyjających okolicznościach. Wyciąganie spod prysznica to norma.


Mmmmm czereśnie.... 


Moje ulubione zajęcie w pracy -układanie bluzek. Spędziłam na tym około 6 godzin w tym tygodniu :)


Końcówka miesiąca z przepysznymi lodami domowej roboty made by Justyna S. Niebo w gębie to mało powiedziane. Planuję też je zrobić w najbliższym czasie, obawiam się że długo nie postoją... W sumie dobrze, mam mały zamrażalnik :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty