Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Miesiąc w zdjęciach #6


Kolejny miesiąc w zdjęciach. Nie wiem kiedy ten czas zleciał. Mam wrażenie, że od ostatniego MwZ minęło kilka dni . Zresztą każdego dnia wieczorem jestem zaskoczona, że to już, że trzeba iść spać ;) Nie wyrabiam się z niczym, zasypiam o nieprzyzwoicie wczesnych godzinach i jestem w dalekim tyle jeśli chodzi o moje plany czytelnicze. Póki jeszcze za oknami było szaro i ponuro, a wyjście bez parasola groziło katarem, nic nie było w stanie przekonać mnie do wyjścia gdzieś po pracy. W weekendy zresztą też nie bardzo mi się chciało. Teraz za oknem słońce i ponad 20 stopni przez co mam problem z usiedzeniem w domu. Mimo zmęczenia ciągnie mnie w plener. Też tak macie?
Koniec tej gadki, przechodzimy do tematu spotkania.


Z troski o swój żołądek zdradziłam KFC. Czort wie czy Subway jest zdrowszy od KFC, ważne że smakuje tak, że się rozpływam. Niby nic takiego, zwykła kanapka, ale w domu za skarby świata nie potrafię takiej zrobić.


Wyprzedaż w jednym ze sklepów z chińszczyzną czyli Centro. Jak widać poszło prawie wszystko, między innymi obsługa. 


Tradycyjnie Darłowo, lody, piasek w butach, wiatr we włosach :)


Jedynie rano przed pracą mam czas na czytanie. Tzn takie dłuższe, na kilkanaście stron, a nie z doskoku co niestety zdarza mi się wieczorami. Nie ważne zimno czy ciepło, słońce czy deszcz, Kundel dzielnie mi towarzyszy. A ja dalej brnę przez życie z Harrym Holem i dobrnąć nie mogę.


Typowy stan kuchni w pracy. Znajdziecie tam wszystko czego dusza zapragnie. Dla mnie najbardziej atrakcyjny był długopis. Moje ktoś regularnie podkrada.


Dzień pracy zaczynam od kawy w moim kubku termicznym. W zwykłym już mi tak nie smakuje ;)


Codziennie rano mijam Menelowy Zakątek. Panowie całkiem nieźle się urządzili.


Ja też nieźle się urządziłam. W zasadzie nie się, a szafkę w kuchni. Na śmierć zapomniałam o resztce chleba. Pleśń  nie zapomniała...


Nie chcę wiedzieć co jest w tym chlebie, że stan końcowy to takie zielone i gąbczaste coś. W dodatku nie pachnące dobrze.


Bułeczki otrębowo-twarogowe wg przepisu koleżanki z pracy. Ona skutecznie się nimi odchudza, mnie zaciekawiły z racji wyglądu i zapachu. Wyżebrałam przepis, ulepiłam (czy tylko mi kojarzą się z kotletami mielonymi?) i upiekłam. Po jednym gryzie podziękowałam. Zostawiłam je mamie, która wymiękła po 2 sztukach. Smakowały za to babci, która jadła je przez trzy dni, a że ma problemy ze wzrokiem...


... nie zauważyła w nich nic niepokojącego. Podobno dziwnie smakowały ''a to białe to kruszonka?" :)


Chyba nie tylko ja chciałam mieć takiego Gizmo? :) 


 Mój tygrys taki zamyślony.


 A tu inny kociak z bardzo poważną chorobą, której efektem są mocno powiększone i ''tęczowe'' oczy. Wygląda jak mały alien i niestety niedługo będzie niewidomy.


Tradycyjnie zarządca budynku precyzyjnie podaje nam terminy wszelkich pomiarów... Nie zliczę ile razy zostałam zaskoczona przez kominiarzy/elektryków/facetów od gazu w niesprzyjających okolicznościach. Wyciąganie spod prysznica to norma.


Mmmmm czereśnie.... 


Moje ulubione zajęcie w pracy -układanie bluzek. Spędziłam na tym około 6 godzin w tym tygodniu :)


Końcówka miesiąca z przepysznymi lodami domowej roboty made by Justyna S. Niebo w gębie to mało powiedziane. Planuję też je zrobić w najbliższym czasie, obawiam się że długo nie postoją... W sumie dobrze, mam mały zamrażalnik :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty