Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Lody od których nie rośnie tyłek


Zainspirowana kulinarną twórczością mojej przyjaciółki, postanowiłam zrobić wariację na temat trochę jej lodów domowej roboty. Przepis oryginalny, powodujący wzrost w okolicach pośladków:
  • śmietana 30% 330 ml,
  • 2 jajka,
  • pół szklanki cukru (w tym trochę cukru pudru),
  • laska wanilii i/lub cukier wanilinowy do waniliowych,
  • kakao i czekolada do czekoladowych.
W mojej wersji wyeliminowałam cukier, zastąpiłam go ksylitolem. Postanowiłam zacząć od wersji easy i zrobiłam lody waniliowe, od razu podwójną porcję. Koszty były naprawdę niewielkie:
  • 4 jajka - cena max 2 zł,
  • 2 śmietany 30% z Biedronki - cena około 2 zł za sztukę,
  • 2 laski wanilii - cena około 5 zł w Lidlu (naprawdę świetna promocja, róbcie zapasy!),
  • 3/4 szklanki ksylitolu.

Samo zrobienie lodów jest banalnie proste. Potrzebujemy 3 misek i zamykanego pojemnika, w którym będziemy mogli je włożyć do zamrażarki.
Żółtka miksujemy z ksylitolem czyli robimy kogel mogel ;)

Śmietanę ubijamy, pod koniec dodajemy do niej wanilię.


Wydawało mi się, że to takie proste: rozcinamy  laskę i nożem wyskrobujemy ziarenka. Tak to wyglądało we wszystkich programach kulinarnych. A gdzie tam! Nie dość, że jestem na to zbyt ślepa to wszystko się lepi i rozmazuje. Przecięcie laski tylko z jednej strony to wyższa szkoła jazdy, ja swoją nieco zmasakrowałam :)


Tak wyglądał efekt końcowy. Nie oparłam się i spróbowałam, mniam....
Całość wstawiamy do zamrażalnika i mieszamy co jakiś czas. Jeśli tego nie zrobimy woda w lodach się skrystalizuje i będzie wyczuwalna przy jedzeniu. Ja zamieszałam je 5 razy, najpierw co godzinę, potem po mniej więcej 3 godzinach. To zdecydowanie za mało ale zwyczajnie mi się już nie chciało ;)
I tak były pyszne ;D Wyszło ich dosyć dużo więc jedliśmy je przez 4 dni. Pojedyncza porcja byłaby jak najbardziej wystarczająca. W  planach na weekend mam lody pistacjowe, później czekoladowe i kto wie jakie jeszcze :) Na stałe wchodzą do mojego menu ;D
Spróbujcie sami, zrobienie ich zajmuje może pół godziny plus późniejsze mieszanie, a przyjemność z jedzenia jest nieoceniona :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty