Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Precz ze spontanicznością!



Odkąd pamiętam chciałam pojechać tu i ówdzie, zobaczyć to i tamto. Z realizacją bywało różnie, w zasadzie dopiero odkąd w moim życiu nastał Chomicki, zaczęłam te plany/zachcianki realizować. Nie mam w tej sferze wielkich osiągnięć, za granicą byłam dwa razy w życiu: kolonia w Czechach i jednodniowy wypad na zakupy do Niemiec. Szał ;D Trochę więcej widziałam wewnątrz granic, ale naprawdę trochę w porównaniu z tym, co zobaczyć można. 



Nigdy nie ciągnęło mnie do typowo komercyjnych miejsc typu Egipt czy Tunezja, Mazury albo Zakopane. Zapewne dlatego, że nie lubię tandety i powierzchowności związanej z komercją, a tłumy mi przeszkadzają. Bo to ani się nie da niczego porządnie obejrzeć bo przed i za Tobą cisną się inni zwiedzający/turyści, ani nie da się zrobić porządnego zdjęcia bo ciągle ktoś pakuje Ci się w kadr. O nie, nie. O, zdjęcia to dobry przykład mojego podejścia do zwiedzania. Nie znoszę, nie cierpię po prostu tych pozowanych zdjęć ''na tle''. Mam setki zdjęć z różnych miejsc, ale żebym była na nich ja czy Chomicki? Może kilka. Do których zostałam zmuszona, siłą niemalże.




Często zdarza mi się użyć zdania ''pojechałabym tam'', kiedy rozmowa schodzi na jakieś interesujące dla mnie miejsce. No i ok, jadę w to szeroko ujęte ''tam'' i co chcę zobaczyć? Mam taki bardzo ogólny obraz ale zero szczegółów, które są tak ważne przy racjonalnym planowaniu wyjazdów. A o takie planowanie mi chodzi, przy moim budżecie nie mogę sobie pozwolić na bezsensowne wydawanie go.




Ogromnie imponuje mi Dr Lifestyle, czyli Monika Gibas, której bloga czytam od jakiegoś czasu. W jednym z ostatnich postów pisała o tym jak zaplanować tanie wakacje i użyła tam takich słów: ''No, ale wiecie – gdybym przypadkiem znalazła super okazję na wakacje w Dubaju to przynajmniej w 2 h byłabym gotowa do wyjazdu. Już teraz wiem, co chciałabym zobaczyć i ile musiałabym mieć w kieszeni (za dużo).'' Pomyślałam sobie, że nawet gdybym znalazła super ofertę do jednego z miejsc, które mi się marzą, to i tak nie wiedziałabym tak od ręki, co chcę tam zobaczyć. W efekcie zapewne bym z tej oferty nie skorzystała.
Pomyślcie: jakie to genialne mieć już wcześniej zaplanowane co chce się zobaczyć, po czym jadąc gdzieś realizujemy tylko punkty na liście. Ktoś z Was pewnie powie, że takie planowanie i zero spontaniczności to totalna nuda i beznadzieja, ale Moi Drodzy, nawet w zaplanowanym wyjeździe jest miejsce na masę spontaniczności ;) Ja jestem człowiek praktyczny i bardziej do mnie przemawia wyjazd z listą podpunktów ''do odhaczenia'', niż wyprawa na łapu capu z myślą, że jakoś to będzie.
Zainspirowana siadam i tworzę swoje plany podróży. Kolejne listy - coś idealnego dla takiego listowego frika jak ja ;) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty