Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Miesiąc w zdjęciach #4


Ten miesiąc był dla mnie bardzo przyjemny. Zaczął się w rodzinnej i świątecznej atmosferze, po czym skupiałam się już tylko na nowej pracy. Moja friend Katarzyna stwierdziła, że odkąd tam pracuję tryskam pozytywną energią. Coś w tym jest. Wpis planowałam opublikować kilka godzin temu, ale jak na święto pracy przystało - byłam w pracy ;D Dobrowolnie, kto by pomyślał.


Wracając jeszcze do świąt, tradycyjnie zrobiłam faworki. Również tradycyjnie zniknęły bardzo szybko. Nie miałam z tym nic wspólnego...


W zeszłym miesiącu pokazywałam Wam najmniejszego słonia świata, tym razem najmniejsza rzodkiewka, jaką widziałam ;) Rozmiar jednak nie ma znaczenia, była doskonała ;)


Mój świąteczny widok zaraz po obudzeniu. Króliczek się na mnie wypiął :(


Za to Pan Kot był w nastroju przysiadalnym.


Uwielbiam drania ;)


Obiad zrobiony przez mamusię, doceniłam dopiero odkąd się wyprowadziłam i zaczęłam sama gotować.


Poświątecznie spalanie kalorii. Tym razem kaczki mnie nie napadły.


W tym miesiącu  było dużo pysznego jedzenia. Moja aktualna kulinarna obsesja: Twister z serem i bekonem.



W ramach podróży kulinarnych trafiliśmy z Chomickim do Trio. Dobre było ale nie na tyle, żeby tam wrócić.


Mały Chomik, mały wzmacniacz ;D


Mały koncert ;P


Z cyklu ''Polak potrafi''. Doniczka jako wiaderko do chłodzenia alkoholu, autorski pomysł mojego kochanego wujeczka, który postanowił rozpić niczego się nie spodziewającego Chomickiego.


Nie ma to jak poranne przymrozki i skrobanie szyb w samochodzie ;)


Szron na krzewach w malowniczym wydaniu.



Dużo kawy, tradycyjnie w Columbusie. Tym razem bez ręki pani M., za to z innymi kończynami ;D



Kolejna seria zdjęć od mamuśki. Doskonale wie o mojej miłości do prosiaków. Pierwsza od góry przypomina mi Chomickiego, druga mnie - przez te kaloszki ;)


Czekam tylko na upalne lato, żeby tak wskoczyć i się ochłodzić...
Póki co warunki atmosferyczne nie są sprzyjające. Zimno, wietrznie i czasami pada. Wracam z pracy i zakopuję się pod kocem. Tzn chciałabym ale zawsze coś trzeba zrobić. Nadal nie ogarniam braku czasu, chociaż są już pewne postępy. Zasypiam już na sam widok poduszki, ale planuję odespać przez najbliższe dwa dni.
Jak Wam minął kwiecień?


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty