Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Wyjątkowy rocznik 85


Będąc ostatnio w Empiku trafiłam na małą książeczkę ''Wyjątkowy rocznik 85''. Generalnie jest to cała seria książek, wydana dla wielu roczników. Z reguły olewam takie rzeczy bo uważam, że są niepotrzebne, stworzone tylko po to aby komuś zwiększyć stan konta, a ja uparcie jestem zwolennikiem przydatności wszystkiego czym się otaczam. Tym razem zajrzałam do środka i przez chwilę wróciłam myślami do czasów kiedy miałam lat dużo, dużo mniej.


Gumy Turbo i Donald królowały wtedy na rynku. Osobiście wolałam Donalda, ale Turbo kojarzy mi się z powrotami mojego ojca z pracy i moim standardowym pytaniem ''Masz dla mnie gumę?". Wyjadałam mu wszystkie, a jeśli jakiejś nie miał to była tragedia, płacz i zgrzytanie zębami ;) Mogłam mieć wtedy jakieś 5-6 lat.


To już szkolne lata. Złote Myśli i pamiętnik miał każdy, a królował ten, kto miał w nich najwięcej wpisów. Sama miałam takich zeszytów kilka. Pamiętnik w pięknej okładce, w którym wpisywali mi się wszyscy znajomi oraz lubiani nauczyciele. Złote Myśli, w których odpowiedzi na pytania znajdowały się w fantazyjnie ozdobionych kopertach i które przeczytać mogłam tylko ja, oraz takie gdzie wpisywało się je na pustą kartkę i czytać mogli wszyscy. Najbardziej popularni mieli po dwa zeszyty łączone razem, jako że ja się do popularności nie rwałam to nigdy do tego poziomy nie doszłam.


Miałam za to Tamagotchi, a w nim małego pieska. Trzeba go było karmić, zabawiać, leczyć i sprzątać po nim w zasadzie 24 na dobę. Pieskowi, którym się nie zajmowało rosły skrzydełka i zamieniał się w aniołka. Szał jaki powstał kiedy Tamagotchi weszło na polski rynek, był porównywalny z promocjami w Lidlu. Nie każdy mógł sobie na nie pozwolić. Moje zdobyła mama mojej ówczesnej przyjaciółki, Magdy. Pamiętam naszą kłótnię o to, która weźmie jaki kolor. Zdaje się, że moje było żółte. Kurcze, nie pamiętam kompletnie co się z nim stało.


Jakoś w okolicach 4-5 klasy podstawówki pojawiły się ''karteczki''. Dzisiejsze dzieciaki nie mają pojęcia jaką radość wywoływało zdobycie rzadkiego rarytasu, albo udana wymiana między zbieraczami. Uczyliśmy się wtedy podstaw handlu. ''Ja dam Ci karteczkę z Backstreet Boysami, ale za nią chcę tą z pieskami, kotkami i jednorożcem''. Były to zwykłe kartki do segregatorów albo z małych notesików. Pamiętam jak pojechałam do rodziny w Białymstoku i przywiozłam stamtąd kilka notesów, których w moim mieście nie było. Wydałam na to prawie wszystkie pieniądze. Przez jakiś czas byłam najpopularniejszą osobą w klasie i wśród znajomych ;) Obłowiłam się wtedy, ha! Powymieniałam się na takie rarytasy, że niektórym szczęki opadały. Zajmowali się tym wszyscy, bez względu na płeć.


Każdy miał też Kalendarz Szalonego Małolata. Już wtedy staraliśmy się zorganizować sobie życie, każdy z dumną miną nosił taki w plecaku. Z tego co pamiętam wydawane były na każdy rok szkolny,  od 1 września do 31 sierpnia. 


Just 5 i Bartek Wrona, która z dziewczyn z mojej klasy się w nim nie kochała.... Wszyscy dookoła puszyli się tym, że jeden z członków zespołu był z Koszalina. Jakoś dowiedzieliśmy się gdzie mieszkali jego rodzice, ale wtedy nikt nie był taki nachalny, żeby ich nachodzić. Przechodziło się tylko pod oknami raz na jakiś czas i wzdychało ''Żeby tak spotkać Grześka...'' ;D Nasz pierwszy polski boysband zrobił naprawdę dużą karierę po czym błyskawicznie się rozpadł. ''Kolorowe sny'' długo jeszcze było słychać wszędzie.


Pierwszy w Polsce reality show - Big Brother. Oglądałam każdy odcinek z ogromnym przejęciem, przeżywałam każde większe wydarzenie, prowadziłam nawet notatki - kto i kiedy odpadł. Obsada była super dobrana, przyciągali uwagę osobowościami, a nie darmowym porno w jacuzzi. To była jedyna edycja, którą oglądałam z przyjemnością. Kolejne były już tylko nieudanymi kontynuacjami.

Co poza tym wiąże się ze ''wyjątkowym rocznikiem 85''? W tym roku miała premierę pierwsza gra Super Mario Bros ;)

Macie też takie wspomnienia z dzieciństwa?

Komentarze

  1. Karolina Pralina27 lipca 2017 19:53

    Tak mam. Ale mi sie to fajnie czyta. Pamietam gumy Turbo. Kalendarz Szalonego Malolata. Big Brothera tez....tak pierwsza edycja....wtedy to wszystko, bylo takie ekscytujace....dzis juz nie wiem czy tak bardzo mlodziez ekscytuje,chyba nowszy model tel. komorkowego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty