Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Suseł Testuje - Woda brzozowa



Jakoś na początku tego roku moje włosy zastrajkowały i zaczęły wypadać na potęgę. Podobno powinno nam wypadać około 100 włosów dziennie, zdaje się, że ja wyrabiałam tygodniową normę w dwa dni. O przetłuszczaniu się nawet nie wspominam bo z tym zawsze był problem. Moja koleżanka wspomniała o wodzie brzozowej, która pomogła jej poradzić sobie z tym problemem.
Postanowiłam zgłębić temat, zrobiłam mały risercz w internecie i postanowiłam toto kupić. Tu pojawił się problem, nie było jej nigdzie. Poza tym trochę głupio czułam się pytając w sklepach o wodę brzozową, od razu przypominała mi się scena z ''Misia'' ;). W końcu udało mi się ją dostać. Za 125 ml zapłaciłam niecałe 7 zł, cena więc jest całkiem przyjemna.
Zastanawiałam się na początku jak jej używać, czy zorganizować jakieś psikadło i rozpylać na skórę głowy czy pójść trudniejszą drogą i lać prosto z butelki, rozdzielając włosy i wmasowując ją w skórę kawałek po kawałku. Jako, że nie lubię sobie ułatwiać, wybrałam opcję drugą.
Pierwsze kilka razy zajęło mi sporo czasu. Później opanowałam rozdzielanie włosów i szybkie wmasowywanie i teraz zajmuje mi to około 8 minut, a w to wliczam masaż skóry głowy przez około 2 minuty już po nałożeniu wody brzozowej na całość.
Podobno wcierki należy stosować codziennie, żeby dały efekt. Ja jestem zbyt leniwa i wcierałam wodę brzozową co drugi dzień, dokładnie tak często jak myję włosy. Po kilku próbach postanowiłam wcierać ją w świeżo umyty skalp. Przyznaję bez bicia, że kilka razy pominęłam bo mi się zwyczajnie nie chciało.
Efekty?
Po 2 miesiącach wypadanie włosów znacznie zmalało. Teraz spokojnie mieszczę się w ustawowej stówce dziennie. Włosy wydają mi się mocniejsze i z pewnością bardziej lśniące po umyciu. Wcieranie wody brzozowej tuż po myciu sprawia, że włosy są ociupinkę dłużej świeże, ale wiecie, dla mnie nawet kilka godzin robi różnicę. Wydaje mi się też, że są leciutko bardziej uniesione niż zwykle, ale to raczej ze względu na masaż skóry głowy.
Wydajność produktu jest bardzo dobra, myślę że wystarczy mi spokojnie na kolejne kilka użyć. Jedna buteleczka starczy mi więc na około 3 miesięcy. 
Jestem bardzo zadowolona i planuję zużyć jeszcze jedną buteleczkę, tak żeby utrwalić efekt. Gdybym jeszcze znalazła patent na łamiące się i rozdwajające paznokcie.... ;) Może jakiś macie?


Edit 2.06.2015. Postanowiłam sprawdzić co będzie, kiedy odstawię wodę brzozową na dłużej. Po 3 tygodniach włosy zaczęły wypadać tak, jak zanim zaczęłam ją stosować. Wychodzi na to, że aby utrzymać efekt, trzeba ją stosować cały czas. Nie wiem czy na dłuższą metę mi to odpowiada. Póki co kupiłam kolejne opakowanie ale będę szukać czegoś o długofalowym działaniu.

Komentarze

Popularne posty