Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Prawie poświątecznie

Źródło
Przez ostatnie dni objadłam się jak dzikie prosie, to kolejne ze świąt kiedy mój brzuch dosłownie pęka w szwach. Zaskakujące, z moimi upodobaniami i konieczną dietą prawdopodobieństwo, że znajdę dla siebie coś jadalnego jest niewielkie. Tymczasem czuję się jak bardzo okrągłe stworzenie z bardzo krótkimi nóżkami ;) 
Co jest w świętach takiego, że w sklepie głupiejemy i kupujemy zapasy jak dla 12 osobowej rodziny na co najmniej miesiąc? Kolejki skutecznie mnie zniechęciły do dłuższego przebywania w sklepach. Zakupy niby ograniczone ale i tak widzę, że masa jedzenia pójdzie do śmieci.
Dzisiaj krótko bo w kuchni pachnie tak, że nie mogę się oprzeć i idę węszyć. 
Jak tam u Was? Najedzeni czy przejedzeni? Dyngus jest mokry, czy wyszliście z niego sucha nogą? Zajączek był? :)

Komentarze

Popularne posty