Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Bo w domu musi pachnieć




Miłość do zapachów wyniosłam z domu. Moja mama zawsze pięknie pachnie. Za tym idzie też zapach w domu.
Testowałyśmy wszystkie metody, jakie przyszły nam do głowy.
Wkłady do kontaktów nie bardzo się sprawdzały bo moja babcia się od nich dusiła albo jej śmierdziały trupem ewentualnie lizolem, zależało od dnia. Nie wiem czy to jakieś astmatyczne sprawy czy jej specyficzny odbiór zapachów, ale z konieczności przeszłyśmy na mniej intensywne świeczki.
Kiedy zaczęłam mieszkać z Chomickim dostaliśmy od jego rodziców takie urządzenie, które robiło psik i rozpylało zapach. Ten dźwięk niejednego naszego gościa doprowadził niemal do zawału ;) Potem poszaleliśmy z wkładami do kontaktów, miałam fazę kadzidełkową i w efekcie wróciłam do świeczek.
Po odkryciu świeczek z Ikei otworzył się dla mnie cały nowy świat. Zakochałam się i gromadzę je jak Kubuś Puchatek miodek na zimę. Mam też swoje ulubione zapachy z Biedronki, ale ostatnio jakoś ciężko jest je dostać w moim mieście.
Skusiłam się kiedyś na woski z Yankee Candle. Ich świece są dla mnie absurdalnie drogie ale byłam ciekawa jak pachną. Nie sądzę, żeby to była kwestia zapachów, które wybrałam, ale bardzo się zawiodłam. Te które wybrałam same w sobie są w porządku ale formuła wosku mi nie odpowiada. Pachną bardzo krótko ale za to tak intensywnie, że robi się niedobrze. No i ten przebijający zapach gorącego wosku jakoś do mnie nie przemawia. Może ze świecami jest inaczej, ale cena skutecznie mnie odstrasza.
Gdzieś tam w międzyczasie kupiłam sobie kominek i olejki zapachowe. Nie są złe, ale pamiętanie o tym, że do kominka trzeba dolać wody nie jest moją mocną stroną ;)
U mnie pachnieć po prostu musi. Niestety nie jest to tylko przyjemność ale i konieczność. W tym mieszkaniu, które obecnie zajmujemy jest ogromny problem z wentylacją. Każdy najmniejszy smrodek od sąsiadów z dołu, idzie do nas. Dodatkowo wszyscy  tam kopcą jak zatkana koza zimą i nie raz zdarzyło się tak, że rano szłam do kuchni czy łazienki i witał mnie smród papierochów. Niedobrze się od tego robi. Dodajcie do tego urok starych rur i moja obsesja zyskuje niepodważalne uzasadnienie.
Jako, że mamy kuchnię bez okna, łączoną z pokojem nie da się uniknąć wnikania zapachów po prostu we wszystko. Meble i dywan regularnie obsypuję sodą, żeby chociaż trochę wyciągnęła z nich zapach. Jeśli macie jakieś inne metody, piszcie.
Regularne palenie świeczek robi swoje. Nawet kiedy są zgaszone to zapach delikatnie unosi się w powietrzu. Najgorsze jest to, że mój zapas coraz bardziej się kurczy i zaczyna mnie to stresować. Nie jedzie ktoś do Ikei?

Komentarze

Popularne posty