Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Poza blogiem jest fajnie

Jakiś czas temu słuchałam podcastu Michała Szafrańskiego, w którym padło stwierdzenie, że jeśli bloger nie ma nic z prowadzenia bloga to traci motywację i najczęściej przestaje prowadzić bloga. 
Prawda.
Ja z prowadzenia bloga nie mam absolutnie nic i bardzo długo mi to nie przeszkadzało w jego prowadzeniu. Założyłam go z potrzeby pisania i dlatego trwał przez cały czas. Może się wydawać, że pisanie postów i prowadzenie bloga to nic takiego ale dopiero ten, kto sam spróbuje, wie że wymaga o sporego zaangażowania.
U mnie zaangażowanie bez motywacji nie występuje. Prawdą jest, że sama nie przykładałam się do rozwoju tego miejsca tak, jak teoretycznie powinnam. Ale! Blog nigdy nie był moim planem na życie. Nie wiązałam z nim rozwoju zawodowego czy planu na osiągnięcie jakiegoś dochodu. Nie spinałam się z powodu statystyk, nie próbowałam tworzyć zaangażowanej społeczności. Nie zamierzam tego robić nadal, a blog zostanie. Pisać będę ale tylko wtedy, kiedy odczuję taką potrzebę. Jeśli ze mną zo…

Weekendy offline




Już w zeszłym roku zwróciłam uwagę na to, jak dużo czasu spędzam przed komputerem. Po powrocie z pracy robiłam i jadłam obiad, a potem fru, przed laptopa. I tak dzień w dzień. W weekendy spędzałam jeszcze więcej czasu w sieci.

Złapałam się na tym, że bardzo często wędrowałam bez sensu i celu po różnych stronach, niczego nie przyswajając albo oglądając seriale/filmy, które nawet mnie nie ciekawiły. No i ten wieczny brak czasu na inne rzeczy. Niby czas jest, ale go nie ma, taka zagadka.

Postanowiłam ograniczyć swoje korzystanie z internetu i komputera ogólnie. Zaczęłam od niedzieli offline. Początkowy syndrom odstawienia bardzo szybko minął po tym, jak nagle zaczęłam mieć więcej czasu na np. czytanie. Bardzo rzadko zdarzyło mi się złamać i włączyć komputer w niedzielę, a jeśli już to tylko po to, aby obejrzeć wyczekiwany odcinek któregoś z moich seriali kiedy wiedziałam, że w tygodniu nie będę miała na to czasu.

Jako, że jestem typ, któremu zawsze mało, rozszerzyłam niedziele offline, na soboty. Ha, ile rzeczy w tym czasie można zrobić, pójść, pojechać, zobaczyć! Kto by pomyślał.

Idąc za ciosem postanowiłam jak najbardziej ograniczyć korzystanie z komputera w piątki. Rano sprawdzam pocztę, bloga, pogram 10 minut z moimi kobloidkami w Undermaster i sio. Do poniedziałkowego poranka nawet nie zbliżam się do laptopa.

Myślałam, że będzie ciężko ale przyszło mi to z ogromną łatwością. Tak jakoś z automatu zaczęłam ograniczać się również w tygodniu i teraz komputer jest u mnie włączony bardzo rzadko. Zaskoczyło mnie to jak często bezwiednie zaglądałam na Facebooka. I po cholerę? Nie ukrywajmy, rzadko kiedy jest tam coś naprawdę wartościowego czy ciekawego chociaż. Szkoda mi czasu na oglądanie miliona zdjęć dzieci moich znajomych czy kilkunastu śmiesznych filmików dziennie wrzucanych przez wszystkich namiętnie na swoje tablice. Absolutnie mi tego nie brakuje i tak sobie myślę, jak zupełnie nie ma to znaczenia w życiu co się na tym Facebooku dzieje ;) Mało odkrywcze, wiem, ale uderzyło mnie to dosyć mocno.

Co myślicie o weekendach offline? Piszecie się czy nie bardzo?

Komentarze

Popularne posty