Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Morza szum, ptaków śpiew, a w życiu jakby piękniej.....

Nie wiem kiedy wycieczki nad morze zaczęły kojarzyć mi się z relaksem i spokojem. Zapewne jest to ''wina'' Chomickiego, który kocha morze. Do Bałtyku mamy jakieś 20 minut samochodem więc jeździmy tam bardzo często. 
Wczoraj była piękna pogoda, świeciło słońce i od rana nie mogłam wysiedzieć na miejscu.  Dodatkowo motywowały mnie artykuły w lokalnej gazecie opisujące skutki niedawnego sztormu. Jednym z moich wielkich marzeń jest być nad morzem w czasie sztormu, jak najbliżej się da. Nie ważne, że zmoknę i zmarznę, cóż to musi być za widok! Zgarnęłam Chomickiego i pojechaliśmy.
Wczorajsze morze było wzburzone ale do sztormu dużo mu brakowało :) Niemniej jestem zachwycona tym wyjazdem. Kolory były przepięknie nasycone, bardziej letnie niż zimowe, słońce mocno świeciło. Gdyby nie silny i zimny jak cholera wiatr, myślałabym że to lato :)


Zamarznięty kanał łączący Bałtyk z jeziorem Jamno. Jeden z tych kamieni widocznych na powierzchni jest mój, musiałam sprawdzić czy akurat mój rzut nie rozbije tafli lodu :)




Woda momentami sięgała tak daleko w głąb plaży, że musieliśmy przed nią uciekać. Zresztą nie tylko my, widziałam w oddali jak kilka osób w popłochu umyka falom, szczególnie zabawnie wyglądało to w przypadku statecznych fanek nordic walkingu. Nawet uciekając starały się przebierać kijkami.


Sztorm jednak zostawił swoje ślady, nie tak spektakularne jak się spodziewałam niemniej dosyć malownicze.
Do domu wróciliśmy z przewietrzonymi głowami, piaskiem w butach i skarpetach, zmarznięci ale szczęśliwi.
Jak lubicie spędzać swój wolny czas? W domu czy raczej w plenerze? Macie jakieś ulubione miejsca?

Komentarze

Popularne posty