Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zbiornik #7 i nowości kwietniowe czyli poobijane kolana i tenorzy

Kwiecień trwał dla mnie wyjątkowo długo. Pierwszy raz od dawna czuję,  że dobrze wykorzystałam swój czas. I to dobrze bo początek maja okazał się mało łaskawy i wredne choróbsko na tydzień wyłączyło mnie z życia. Wszystkie plany runęły, energia zniknęła,  a mózg zamienił się w watę.

Pisałam Wam o swoim słomiany wdowieństwie. Pierwszy raz byłam tak długo sama i wiem jak dziwnie to brzmi w przypadku kobiety trzydzieści plus. Niemniej nadszedł ten moment i stwierdzam, że jednak bym przeżyła sama ale nie chcę. Druga osoba zmienia całkowicie dynamikę domu i jestem w stanie tolerować okruszki w kuchni.

Te kilka dni odsapnięcia od bycia Panią Domu naprawdę świetnie mi zrobiło i każdej z Was to polecam. Taki detoks od gotowania, sprzątania i zajmowania się kimś choćby w najmniejszym stopniu. Ja i tak mam bardzo dobrze bo z Chomickim wszystkie obowiązki dzielimy na pół, a prasowanie na przykład to tylko jego domena. Ja się tego parującego narzędzia tortur dla drobiu domowego nie ty…

Minimalizmu niespodziewane bonusy



Jakoś tak spontanicznie naszło mnie na ciąg dalszy minimalistycznych porządków. Wychodzę z założenia, że nic na siłę i jeśli mi się po prostu nie chce tego robić to nie ma sensu, bo zrobię to ''na odwal''. Tym razem miałam chęć i energię, więc skorzystałam.
Na pierwszy ogień poszła szafa w sypialni. Teoretyczna zawartość: Chomicze ubrania (poważnie mamy osobne szafy) plus pościel i ręczniki. Praktyczna zawartość: omatkojedyna!
Chomiczych rzeczy nie ruszam, widzieliście kiedyś wkurzonego chomika? Kłąb futra i ostre zęby są dosłownie WSZĘDZIE!. Pozbyłam się za to tony różnego rodzaju teczek, świstków, próbnych wersji naszych prac licencjackich, magisterskich i moich wypocin z podyplomówki. Zamiast trzech pękających w szwach półek mam dwa segregatory i trzy teczki.
Dalej poszły różne dziwne przyrządy do włosów. Użyte raz czy dwa, z marnym zresztą skutkiem. Jak dowodzi historia jedyne co potrafię zrobić z włosami to je farbować, wszystkie inne czynności kończą się porażką. Loki w moim wydaniu trzymają się jakieś 5 minut, a po podcięciu przeze mnie włosów ludzie nie odzywają się przez tydzień.
Pożegnałam się też z częścią ręczników i pościeli. Po kiego grzyba trzymałam dziurawe i poprzecierane poszewki? Nieużywane od 3-4 lat zresztą. Kosz, który w zamierzeniu miał mi pomóc w organizacji szafy, a okazał się dużym utrudnieniem, został zapełniony po kokardę, a i tak musiałam sięgnąć po żelazny zapas jednorazówek XXL.
Z rozpędu dopadłam się do kuchennej szafki i spotkała mnie tu duża niespodzianka. Całe opakowanie kawy Ricore plus całkiem porządne nożyczki, a tak narzekałam, że mi ich brakuje. Autentycznie, nie miałam pojęcia o ich istnieniu! To tylko uświadamia mi jak bardzo bez sensu i namysłu robiłam kiedyś zakupy.
Żeby nie wiedzieć, że ma się całe opakowanie kawy? Seriously?!? Aż ciekawa jestem jakie jeszcze odkrycia na mnie czekają.
Już ostatkami sił i chęci zajrzałam do kanapy w ''salonie''. Cała torba ciuchów poooooszła w czorty. Zostawiłam tylko jedną spódnicę, której od lat nie nosiłam bo miała taką głupią, niekorzystną długość, w której moje nogi wyglądały na nienaturalnie krótkie. Czemu ją zostawiłam? No przecież znalazłam nożyczki :D
Teraz całość nadmiaru czeka na wyniesienie, mój kręgosłup nie bardzo ma na to ochotę, a i Chomicki kręci nosem. No nic, podobno schody robią dobrze na pośladki...

Komentarze

Popularne posty